Cześć, Mam 22 lata, mam dziewczyne, pracuje studiuje ale moje życie jakoś nie ma sensu, celu praca dom spotkanie z dziewczynąstudia i tak leci życie przez palce mam marzenia ale
zapytał(a) o 21:20 Moje zycie jest bez sensu. Witam. Mam 17 lat, jestem... tak sądze nawet przystojnym chlopakiem. Ostatnio zastanawiając się nad życiem doszłem do wniosku ze to wszystko jest bez sensu, głównie patrząc na wydarzenia z ostatnich dni, poprostu sie wszystko [CENZURA] i nie przez nikogo innego jak nie przeze mnie, poprostu musze zawsze cos spierolic... jedynym moim konikiem są motocykle gdzie raczej nigdy sie nie myle, no ale nie o tym mowa. Poprostu chodzi o to ze ostatnio wszystko mnie denerwuje. O starych wole nie wspominac bo to juz kompletna porazka, wypominaja mi kazdy błąd, zamiast wesprzec co by mnie moze podbudowalo. Mam problemy finansowe... bo nawet nie mam skad wziac kasy, starzy wogole mi nie daja, troche dziwne co? nie to zeby byla jakas trudna sytuacja w rodzinie, tylko mi poprostu nie daja i tyle. Moj stary to "sezonowy alkoholik'.ogolnie to starzy nie maja do mnie wogole zaufania i mowia ze nie mozna na mnie wogole polegac. Jesli chodzi o miłosc to ooczywiscie jest beznadziejnie, miałem kilka dziewczyn no ale ich nie kochałem i wyszło jak wyszło, bylo kilka które kochałem ale bywalo roznie... z jedna nie wyszło, z inna nawet nie zaczynałem bo nie moje klimaty a jesli chodzi o trzecia to najpierw ona mnie kochała, olałem ją a teraz jest na odwrót... jestem w niej zakochany no ale nie stety ona mnie ma gdzies... no coz ja to potrafie zawsze cos [CENZURA]. Aby rozwijac moja pasje zapozyczylem sie u pewnego kolesia na pokazna kwote i nawet nie mam z czego oddac... mogłem pomyslec wczesniej na ten temat no ale ja to wiadomo... No coz troche sie rozpisałem ale sami to ocencie i doradzcie o robic. Bo na prawde nie widze sensu w moim zyciu. Odpowiedzi blocked odpowiedział(a) o 23:20 Mimo iż nie napisałeś tu wszystkiego, moim zdaniem nie jest tak tragicznie. Nikt nie ma idealnego życia, takie rzeczy są tylko w filmach. Nie wiem czy cię to pocieszy, ale nie jesteś jedynym nastolatkiem z problemami. U mnie tak samo nie jest kolorowa, i czasami mam ochotę strzelić sobie w łeb. Może tego nie wiesz, ale są na tym świecie osoby które cię kochają. Może teraz nie jest najlepiej bo masz po prostu gorszy okres w życiu, ale będzie lepiej. Głowa do góry, myśl pozytywnie. Zajmij się czymś. Sam wspomniałeś coś o tych motocyklach? Może zacznij myśleć o tym poważnie i coś zrób z tą pasją. Ah, nie szczęśliwa miłość, problemy sercowe itp. odłóż sobie na później. Młody jesteś więc masz czas na miłość. Pozdrawiam. blocked odpowiedział(a) o 19:43 Jak to przeczytałam to pomyślałam. Nie jestem w pewnym sensie sama , ; / Sens w życiu jest tylko go nie widać . Ale jeszcze bedzie czas do którego będziesz wracał . Nwm czemu to pytanie dałeś do tej kategorii . Życia sobie odbierać nie masz po co . A moi rodzice do mnie zaufania też nie mają od momętu kiedy się pociełam . A na miłość masz jeszcze czas . a pieniądze szczęścia w życiu nie dadzą . wszystko będzie jeszcze okej . :) Nie chce tutaj wychodzić na jakąś ekspertkę, ale jesteś w takim wieku (ja też w mniej-więcej tym samym), że dogadywanie się z rodzicami jest mało prawdopodobne. Czepiają się o wszystko, porównują z innymi (co najbardziej mnie denerwuję :/) i wgl nie rozumieją. Nie masz przyjaciół..? Ja zawsze do nich uciekam ze swoimi problemami. To na nich mogę liczyć. Co do problemów finansowych... Może udało by Ci się znaleźć jakąś "dorywczą" pracę. Wiadomo, że nie będziesz dobrze zarabiał i będzie to raczej praca na kilka dni, ale każdy grosz się liczy. Miłość... Ile razy ja byłam zakochana bez wzajemności. Na tym świat się nie kończy. Mój kolega z klasy chciał się zabić, z powodu dziewczyny. Musieliśmy go pilnować. Dwa tygodnie później stwierdził, że ona nie jest go warta i "jedzie" dalej. Wydaję sie to bardzo dziecinne, ale często dochodzi do takich sytuacji. Dobrze, że masz swoją pasję. Tylko jeżeli masz kłopoty finansowe, to czy dasz radę ją kontynuować. Jest ona dosyć droga. Najważniejsze to nie dać za wygraną. "Kopnij życie w tyłek" i gnaj do przodu. Trzymam kciuki!Powodzenia:) życie jest bez sensu... ale za to je lubimy :) Uważasz, że ktoś się myli? lub
Przynajmniej moje.. Deneuve odpowiedział(a) 28.09.2012 o 19:08 Cho y drugiej strony.. takie życie jest bez sensu i nudne. Odpowiedź została zedytowana
konto usunięte Temat: Moje zycie nie ma sensu Właściwie to od początku coś było ze mną nie tak tylko wtedy myślałam że to dlatego, że jestem mała, dorośli tak nie mają i jak dorosnę to będę taka jak inni… z zazdrością patrzyłam ja moi rówieśnicy się bawią a ja zawsze stałam z boku bo nie potrafiłam nic fajnego powiedzieć, ani w ogóle nic powiedzieć i nikt mnie za bardzo nie chciał w swoim towarzystwie no bo po co komu taki milczący krasnal (zawsze miałam niedobór wzrostu). Ale z niczego nie wyrosłam. W każdej nowej szkole miałam problem z nawiązaniem kontaktów i zwykle zostawałam outsiderem. Nic dziwnego – zawsze tylko milcza lam i potrafiłam śmiać się, kiedy inni powiedzieli cos fajnego, sama nic nie potrafiłam z siebie wydusić… Nie potrafiłam, nie to ze miałam tysiące fajnych pomysłów ale się wstydziłam, po prostu miałam pustkę w głowie, jak wtedy kiedy się nie przygotowało lekcji. Co do wyboru zawodu to wiedziałam, ze z takim charakterem to prawnikiem ani nauczycielem zostać nie mogę. Ale to co sobie wybrałam wcale nie okazało się trafione. Uczyłam się pilnie, wyniki miałam dobre, zdanych poślizgów, nie paliłam, nie piłam, nie chodziłam na dyskoteki (jestem brzydka i nie potrafię tańczyć więc i tak zawsze podpierałam ścianę)… Ale niestety, okazuje się, ze mam zły wpływ na ludzi… Czuja się nieusatysfakcjonowani i często nawet zdenerwowani po rozmowie ze mną. Oczywiście nie muszę dodawać ze nie wkurzam ich celowo. Jestem uprzejma, chętna do pomocy, szanuje innych i ich przekonania… Niestety, jeśli się nie ma pewności siebie i zdolności ładnego wypowiadania się, to nie wystarczy być miłym… Oczywiście muszę zmienić zajęcie… Tylko na co? Bez komunikatywności, zdolności przywódczych, organizacyjnych, umiejętności nawiązywania kontaktów i robienia prezentacji co ja mogę robić? Cos bardzo prostego, jak kasjerka w supermarkecie albo sprzątaczka, ale nawet i tam chcą doświadczenia… w kryzysie bez doświadczenia nie ma pracy… Moje pytanie jest: dlaczego musze żyć? Nie ma jakiegoś legalnego sposobu żeby ta farsę skończyć? Nikt mnie nie pytał o zgodę sprowadzając mnie na ten świat i ja ZGODY NA TO NIE WYRAŻAM!!!! Nie chce tu dłużej być! Żyję 38 lat i jak dotąd to była mordęga, statystycznie mogę pożyć jeszcze 40, ale ja tego nie wytrzymam! Jestem 100% nieudacznikiem, nie potrafię śpiewać, tańczyć, malować, nie potrafię ładnie się ubrać ani dobrać mebli w mieszkaniu, mam problemy z prowadzeniem samochodu, nie potrafię bawić ludzi, opowiadać dowcipów, ani powiedzieć nic mądrego na żaden temat (mimo ze dużo czytam). Oczywiście, żeby nie było wątpliwości jestem tez mała, brzydka i gruba. Myślę ze moja egzystencja jest tragicznym nieporozumieniem. Przeszkadzam tylko ludziom, zużywam tylko tlen i substancje odżywcze i zanieczyszczam środowisko. Tylko mi nie mówcie, ze życie jest piękne i cenne. Moje NIE JEST. Niech to się już wreszcie skonczy! Gośka J. Urząd Wojewódzki/Wydział Bezpieczeństwa i Zarządzania Kr... Temat: Moje zycie nie ma sensu Ala Sssss: Właściwie to od początku coś było ze mną nie tak tylko wtedy myślałam że to dlatego, że jestem mała, dorośli tak nie mają i jak dorosnę to będę taka jak inni… z zazdrością patrzyłam ja moi rówieśnicy się bawią a ja zawsze stałam z boku bo nie potrafiłam nic fajnego powiedzieć, ani w ogóle nic powiedzieć i nikt mnie za bardzo nie chciał w swoim towarzystwie no bo po co komu taki milczący krasnal (zawsze miałam niedobór wzrostu). Ale z niczego nie wyrosłam. W każdej nowej szkole miałam problem z nawiązaniem kontaktów i zwykle zostawałam outsiderem. Nic dziwnego – zawsze tylko milcza lam i potrafiłam śmiać się, kiedy inni powiedzieli cos fajnego, sama nic nie potrafiłam z siebie wydusić… Nie potrafiłam, nie to ze miałam tysiące fajnych pomysłów ale się wstydziłam, po prostu miałam pustkę w głowie, jak wtedy kiedy się nie przygotowało lekcji. Co do wyboru zawodu to wiedziałam, ze z takim charakterem to prawnikiem ani nauczycielem zostać nie mogę. Ale to co sobie wybrałam wcale nie okazało się trafione. Uczyłam się pilnie, wyniki miałam dobre, zdanych poślizgów, nie paliłam, nie piłam, nie chodziłam na dyskoteki (jestem brzydka i nie potrafię tańczyć więc i tak zawsze podpierałam ścianę)… Ale niestety, okazuje się, ze mam zły wpływ na ludzi… Czuja się nieusatysfakcjonowani i często nawet zdenerwowani po rozmowie ze mną. Oczywiście nie muszę dodawać ze nie wkurzam ich celowo. Jestem uprzejma, chętna do pomocy, szanuje innych i ich przekonania… Niestety, jeśli się nie ma pewności siebie i zdolności ładnego wypowiadania się, to nie wystarczy być miłym… Oczywiście muszę zmienić zajęcie… Tylko na co? Bez komunikatywności, zdolności przywódczych, organizacyjnych, umiejętności nawiązywania kontaktów i robienia prezentacji co ja mogę robić? Cos bardzo prostego, jak kasjerka w supermarkecie albo sprzątaczka, ale nawet i tam chcą doświadczenia… w kryzysie bez doświadczenia nie ma pracy… Moje pytanie jest: dlaczego musze żyć? Nie ma jakiegoś legalnego sposobu żeby ta farsę skończyć? Nikt mnie nie pytał o zgodę sprowadzając mnie na ten świat i ja ZGODY NA TO NIE WYRAŻAM!!!! Nie chce tu dłużej być! Żyję 38 lat i jak dotąd to była mordęga, statystycznie mogę pożyć jeszcze 40, ale ja tego nie wytrzymam! Jestem 100% nieudacznikiem, nie potrafię śpiewać, tańczyć, malować, nie potrafię ładnie się ubrać ani dobrać mebli w mieszkaniu, mam problemy z prowadzeniem samochodu, nie potrafię bawić ludzi, opowiadać dowcipów, ani powiedzieć nic mądrego na żaden temat (mimo ze dużo czytam). Oczywiście, żeby nie było wątpliwości jestem tez mała, brzydka i gruba. Myślę ze moja egzystencja jest tragicznym nieporozumieniem. Przeszkadzam tylko ludziom, zużywam tylko tlen i substancje odżywcze i zanieczyszczam środowisko. Tylko mi nie mówcie, ze życie jest piękne i cenne. Moje NIE JEST. Niech to się już wreszcie skonczy! Czy próbowałaś kiedyś rozmowy z terapeutą? Temat: Moje zycie nie ma sensu Ala Sssss: Tylko mi nie mówcie, ze życie jest piękne i cenne. Moje NIE JEST. Niech to się już wreszcie skonczy!NIe mam zamiaru. Ala, obudziłaś się w niedzielny poranek (jeśli w ogóle w nocy spałaś) i od razu opisałaś swoje życie tak, jak je widzisz. JAKO PASMO PORAŻEK i POMYŁEK, jedno za drugą. Nie chcesz współczucia. I tu masz rację!! Mimo, że piszesz, że twoje życie nie ma sensu, to według Ciebie, jak my na tym forum możemy Ci pomóc. Jeśli nie chcesz, abyśmy się nad tobą użalali (sama to dobrze robisz) i nie chcesz, abyśmy ci pokazywali, że życie jest piękne, to czego oczekujesz? Zgadzam się, że twoje życie do tej pory jest pasmem porażek. No więc, jakie wnioski z tego wyciagasz? pozdrawiam, Agata RV Grzegorz C. ACCESS DETEKTYWISTYCZNE BIURO ŚLEDCZE - Twój Prywatny Det... Temat: Moje zycie nie ma sensu Hmmm....wtrace sie.... Dlaczego jestes na NIE dlaczego nie dostrzegasz swoich zalet. Zacznij moze spisywac na kartce papieru co Cie cieszy, co odpreza, w czym jestes lepsza od innych, bo kazdy z nad ma to cos innego co nas od innych odroznia i powoduje nasze samozadowolenie. Piszesz ze nie palilas, nie pilas, nie tanczylas...przepraszam czy to oznacza ze jestes gorsza? Mylisz sie.... Wyjedz sobie gdzies w glusze...tylko natura i Ty...zacznij odkrywac siebie. Czy masz jakiegos zwierzaka w domu? Np. psa ktory jest bezinteresownym przyjacielem... ktory wyciagnie Cie na spacer niezaleznir od aury...ktory powita serdecznie jak wrocisz do domu? Nie mysl o sobie jak o ZOMBI.... Jesli myslisz negatywnie sugeruje hospicium i moze wolontatiat. Docen swoje zycie...porozmawiaj z ludzmi ktorzy nie maja szansy na uzdrowne i ciesza sie kazda chwila. To wzmacnia i daje inna perspektywe na doczesnosc. To daje sile... Spobuj odnalesc w sobie jakas pasje...to co lubisz a moze jeszcze tego nie robilas.... konto usunięte Temat: Moje zycie nie ma sensu Nie. Chyba po prostu nie wierze ze moga mi pomoc. Terapeuta nie moze zmienic osobowosci. Nie chce, zeby uczyli mnie 'nie przejmowac sie' czy polepszali mi nastroj tabletkami. Jest zle i to jest fakt. Ja jestem wymagajaca ale wymagam przede wszystkim od siebie. konto usunięte Temat: Moje zycie nie ma sensu Ala Sssss: Nie. Chyba po prostu nie wierze ze moga mi pomoc. Terapeuta nie moze zmienic osobowosci. Nie chce, zeby uczyli mnie 'nie przejmowac sie' czy polepszali mi nastroj tabletkami. Jest zle i to jest fakt. Ja jestem wymagajaca ale wymagam przede wszystkim od jest źle- rozumiem Twoje odczucia. A czy jest coś, co przychodzi Ci do głowy, że Twoje życie nabrałoby sensu? czy jest coś takiego? Temat: Moje zycie nie ma sensu Ala Sssss: Nie. Chyba po prostu nie wierze ze moga mi pomoc. Terapeuta nie moze zmienic osobowosci. Nie chce, zeby uczyli mnie 'nie przejmowac sie' czy polepszali mi nastroj tabletkami. Jest zle i to jest fakt. Ja jestem wymagajaca ale wymagam przede wszystkim od siebie. a po co się zmieniać na siłę? od razu w przebojową kobietę, która ma cały świat u stóp? może metoda małych kroczków? wybierz sobie coś nad czym chcesz popracować i zmienić w sobie. nie musisz od jutra robić rewolucji w życiu. zacznij powoli, ale systematycznie. ja też nie lubię u siebie wielu rzeczy, też jestem nieśmiała i nie umiem tańczyć i też podpierałam ściany na szkolnych dyskotekach:P ale ja to akceptuję i umiem z tym żyć, nie traktuję tego jako wady ani zalety - wykorzystuję to na swój sposób. głowa do góry, każdy ma czasem zły dzień, kiedy nie widzi w sobie nic pozytywnego :) konto usunięte Temat: Moje zycie nie ma sensu Ala, obudziłaś się w niedzielny poranek (jeśli w ogóle w nocy spałaś) i od razu opisałaś swoje życie tak, jak je widzisz. JAKO PASMO PORAŻEK i POMYŁEK, jedno za drugą. Spałam. Na stres i 'doła' reaguje zwykle brakiem apetytu i wzmożoną sennością. Niedzielny poranek to przypadek. Cały czas o tym myślę i przeszukuje Internet, chyba szukając ‘rozgrzeszenia’ dla samobójstwa. Wpisuję w Google ‘moje Zycie nie m sensu’, ‘czy mam prawo skończyć ze sobą’ itp. Tym razem trafilam na Wasze forum. Zapytasz, czemu poszukuje usprawiedliwienia dla samobójstwa zamiast to po prostu zrobić, ze gdybym naprawdę chciała, to bym nie pytała? Chyba, jak każdy trochę się boje, zwłaszcza ze otrzymałam surowe, radykalne katolickie wychowanie (sama radykalnym katolikiem nie jestem). W końcu nikt nie jest w stanie dać stuprocentowo pewnej odpowiedzi co jest a czego nie ma po nie chcesz, abyśmy się nad tobą użalali (sama to dobrze robisz) i nie chcesz, abyśmy ci pokazywali, że życie jest piękne, to czego oczekujesz?Zgadzam się, że twoje życie do tej pory jest pasmem porażek. No więc, jakie wnioski z tego wyciagasz? Obrałam złą drogę. Powinnam była znaleźć prace w jakimś laboratorium, może jakieś studia na politechnice. I pracować gdzieś, gdzie moja ekspozycja na obcych (w sensie oczywiście nieznajomych a nie kosmitów) byłaby minimalna. Tylko ze to już jest strasznie trudne do naprawienia. Mam prawie 40 lat, znowu mam iść na studia? Musiałabym na zaoczne, bo z czegoś musze żyć. Poza tym maturę zdawałam 20 lat temu, nie oszukujmy się, niewiele już z materiału z liceum pamiętam. W ogóle zaakceptowaliby moja ‘stara’ maturę? Zresztą zdawałam biologie, na techniczne studia nie wystarczy. A jakby się udało to co? Szukać pracy za 1000 zl, będąc pod 50-tke? Wiadomo jak jest sytuacja absolwentów na rynku pracy. Nie, to już więcej sensu ma szukać czego co mogę robić z wykształceniem które już mam. Tylko to znowu nie takie proste, bo wszyscy oczekują zdolności interpersonalnych, przywódczych, menadżerskich.. A wszystko byłoby takie proste jakbym nie była takim nieudacznikiem… konto usunięte Temat: Moje zycie nie ma sensu Dlaczego jestes na NIE dlaczego nie dostrzegasz swoich zalet. Zacznij moze spisywac na kartce papieru co Cie cieszy, co odpreza, w czym jestes lepsza od innych, bo kazdy z nad ma to cos innego co nas od innych odroznia i powoduje nasze samozadowolenie. Chyba nie mam żadnych szczególnych zalet. Jestem punktualna, uczciwa, staranna ale to nie zalety, każdy, kto ma odrobinę przyzwoitości potrafi to robić. Piszesz ze nie palilas, nie pilas, nie tanczylas...przepraszam czy to oznacza ze jestes gorsza? Mylisz sie.... Nie, to nie tak, to miało zabrzmieć jak: byłam taka grzeczną dziewczynką i co mi z tego przyszło? Teraz, z perspektywy czasu widzę, ze trzeba było czasem załapać parę trój i wylądować u dyrektora na dywaniku za wagary czy palenie na dużej przerwie… Niczego by to nie zmieniło, jeśli już, to na lepsze (dogadywałabym się lepiej z rówieśnikami może) Czy masz jakiegos zwierzaka w domu? Np. psa ktory jest bezinteresownym przyjacielem... ktory wyciagnie Cie na spacer niezaleznir od aury...ktory powita serdecznie jak wrocisz do domu? Nie moge, mieszkam w wynajetym pokoju, landlady by sie nie zgodzila...Nie mysl o sobie jak o ZOMBI.... Jesli myslisz negatywnie sugeruje hospicium i moze wolontatiat. Docen swoje zycie...porozmawiaj z ludzmi ktorzy nie maja szansy na uzdrowne i ciesza sie kazda chwila. To Ci się akurat nie udało… pracuje na onkologii i to od pacjentów właśnie ten negatywny feedback… konto usunięte Temat: Moje zycie nie ma sensu a po co się zmieniać na siłę? od razu w przebojową kobietę, która ma cały świat u stóp? może metoda małych kroczków? wybierz sobie coś nad czym chcesz popracować i zmienić w sobie. nie musisz od jutra robić rewolucji w życiu. zacznij powoli, ale systematycznie. ja też nie lubię u siebie wielu rzeczy, też jestem nieśmiała i nie umiem tańczyć i też podpierałam ściany na szkolnych dyskotekach:P ale ja to akceptuję i umiem z tym żyć, nie traktuję tego jako wady ani zalety - wykorzystuję to na swój sposób. Już dawno przebolałam dyskoteki, zresztą po prostu w pewnym momencie przestalam na nie chodzić i wcale nie było mi żal… Problem polega na czymś innym… Osoby, które potrafią się bawić (niekoniecznie nawet tańczyć) potrafią tez łatwiej nawiązywać kontakt i wszystko idzie im łatwiej, są bardziej efektywne i lepiej wykonują swoja pracę głowa do góry, każdy ma czasem zły dzień, kiedy nie widzi w sobie nic pozytywnego :) Tylko mi sie cos za czesto zdarza... Grzegorz C. ACCESS DETEKTYWISTYCZNE BIURO ŚLEDCZE - Twój Prywatny Det... Temat: Moje zycie nie ma sensu Ala S... więc nie pierd.... poważnie. Łeb w górę. Pomagasz ludziom którzy są u kresu..... Rozmawiasz z nimi.... Oni mają wielka nadzieję, czyż nie? Znam to, mój kolega w sile wieku zachorował - wyrok śmierci - białaczka..... Nie pił, nie palił, sportowiec pełną piersią, pasjonat żeglarstwa.... Wyrok śmierci dla niego. Odwiedziliśmy go na onkologii.... Strzep Kolegi jakiego znaliśmy, ogolony na łyso, oczy bez błysku - załamka.... odwiedziny przez szybę i rozmowa przez słuchawkę.... Jak w Alcatraz.... Opowiadał, że spali w kilka osób w sali i kiedy się budził jedna z osób z która jeszcze wczoraj wieczorem rozmawiał, odchodziła.... Hmm.... to jest tragedia.... jednak zmienił myślenie, zaczął myśleć pozytywnie... Wiesz, pozmienialo się.... zrobiliśmy dla niego zbiorkę krwi... poszło z górki... przetoczenie krwi... zmiany na pozytywne.... Dostał drugą szansę od życia.... Potem, już po wyjściu ze szpitala z doskonałymi wynikami, z nim rozmawiałem.... Wiesz co.... taki człowiek to BOMBA POZYTYWNEJ ENERGII!! Zmienił podejście do życia. Kocha życie... Zwolnił w życiu.. nie ma już pędu za kasą... za fałszywymi przyjaciółmi.... Docenia każdy dzień, spełnia swoje marzenia i zachcianki. Życie jest przecież takie krótkie..... Zatem Alu... ludzie chorzy na nowotwór potrafią być o wiele bardziej optymistyczni i pełni chęci do życia niż MY którzy nie znamy śmiertelnej choroby. Zarażą Cię zapewnie wielkim optymizmem..... to nie tylko ludzie przygnieceni chorobą i swoim losem.... Czy miałaś może w ręce ostatnią (genialną w/g mnie) książkę Jerzego Stuhra "Tak sobie myślę" ? Hmm.....to jest pięknie napisana książka przez (wg mnie) genialnego Aktora i Człowieka. Weź ją do ręki i zacznij czytać.... odpłyń z autorem. Zastanów się i .... zadaj pytanie.... czy warto tak się dołować kiedy jestem zdrowa i nic mi nie dolega??!! Zacznij cieszyć się życiem.... bo .... warto.... i ... pieprz przeciwności losu.... Ciesz się tym co masz i tym co mieć możesz jeszcze.... 40stka to nie kres życia.... Po 40-stce życie się dopiero zaczyna... więc dokop mu w doopę i nos w górę!! ;)))) Czy jesteś podobna do Quasimodo??!! Chyba nie, zatem..... nie myśl aż tak bardzo katastroficznie!!Grzegorz C. edytował(a) ten post dnia o godzinie 17:08 konto usunięte Temat: Moje zycie nie ma sensu Właściwie to od początku coś było ze mną nie tak tylko wtedy myślałam że to dlatego, że jestem mała, dorośli tak nie mają i jak dorosnę to będę taka jak inni… z zazdrością patrzyłam ja moi rówieśnicy się bawią a ja zawsze stałam z boku bo nie potrafiłam nic fajnego powiedzieć, ani w ogóle nic powiedzieć i nikt mnie za bardzo nie chciał w swoim towarzystwie no bo po co komu taki milczący krasnal (zawsze miałam niedobór wzrostu). Ale z niczego nie wyrosłam. W każdej nowej szkole miałam problem z nawiązaniem kontaktów i zwykle zostawałam outsiderem. Nic dziwnego – zawsze tylko milcza lam i potrafiłam śmiać się, kiedy inni powiedzieli cos fajnego, sama nic nie potrafiłam z siebie wydusić… Nie potrafiłam, nie to ze miałam tysiące fajnych pomysłów ale się wstydziłam, po prostu miałam pustkę w głowie, jak wtedy kiedy się nie przygotowało lekcji. Co do wyboru zawodu to wiedziałam, ze z takim charakterem to prawnikiem ani nauczycielem zostać nie mogę. Ale to co sobie wybrałam wcale nie okazało się trafione. Uczyłam się pilnie, wyniki miałam dobre, zdanych poślizgów, nie paliłam, nie piłam, nie chodziłam na dyskoteki (jestem brzydka i nie potrafię tańczyć więc i tak zawsze podpierałam ścianę)… Ale niestety, okazuje się, ze mam zły wpływ na ludzi… Czuja się nieusatysfakcjonowani i często nawet zdenerwowani po rozmowie ze mną. Oczywiście nie muszę dodawać ze nie wkurzam ich celowo. Jestem uprzejma, chętna do pomocy, szanuje innych i ich przekonania… Niestety, jeśli się nie ma pewności siebie i zdolności ładnego wypowiadania się, to nie wystarczy być miłym… Oczywiście muszę zmienić zajęcie… Tylko na co? Bez komunikatywności, zdolności przywódczych, organizacyjnych, umiejętności nawiązywania kontaktów i robienia prezentacji co ja mogę robić? Cos bardzo prostego, jak kasjerka w supermarkecie albo sprzątaczka, ale nawet i tam chcą doświadczenia… w kryzysie bez doświadczenia nie ma pracy… Moje pytanie jest: dlaczego musze żyć? Nie ma jakiegoś legalnego sposobu żeby ta farsę skończyć? Nikt mnie nie pytał o zgodę sprowadzając mnie na ten świat i ja ZGODY NA TO NIE WYRAŻAM!!!! Nie chce tu dłużej być! Żyję 38 lat i jak dotąd to była mordęga, statystycznie mogę pożyć jeszcze 40, ale ja tego nie wytrzymam! Jestem 100% nieudacznikiem, nie potrafię śpiewać, tańczyć, malować, nie potrafię ładnie się ubrać ani dobrać mebli w mieszkaniu, mam problemy z prowadzeniem samochodu, nie potrafię bawić ludzi, opowiadać dowcipów, ani powiedzieć nic mądrego na żaden temat (mimo ze dużo czytam). Oczywiście, żeby nie było wątpliwości jestem tez mała, brzydka i gruba. Myślę ze moja egzystencja jest tragicznym nieporozumieniem. Przeszkadzam tylko ludziom, zużywam tylko tlen i substancje odżywcze i zanieczyszczam środowisko. Tylko mi nie mówcie, ze życie jest piękne i cenne. Moje NIE JEST. Niech to się już wreszcie skonczy! Ja zazdroszczę Ci kariery lekarza onkologa za granicą: wiedzy medycznej, forsy... "Jestem 100% nieudacznikiem, nie potrafię śpiewać, tańczyć, malować, nie potrafię ładnie się ubrać ani dobrać mebli w mieszkaniu, mam problemy z prowadzeniem samochodu, nie potrafię bawić ludzi, opowiadać dowcipów, ani powiedzieć nic mądrego na żaden temat (mimo ze dużo czytam). Oczywiście, żeby nie było wątpliwości jestem tez mała, brzydka i gruba." No i co z tego, ja też taka jestem i się nie przejmuję:-DDDDDDDDDDDD Poza tym jako onkolog znasz się na onkologii, więc nie mów: "ani powiedzieć nic mądrego na żaden temat". Jakiś pożytek z Ciebie jest, wymagasz od siebie za dużo: "Przeszkadzam tylko ludziom, zużywam tylko tlen i substancje odżywcze i zanieczyszczam środowisko.". Kto na tym świecie nie jest mały, brzydki i gruby????? Ale ludzie mają też inne zalety i nie myślą za dużo o sobie. Przydałby się facet, a potem dzieci. Spróbuj się z kimś umówić, załóż konto na portalu randkowym: nie będziesz wtedy skupiać się tylko na sobie:-))))) konto usunięte Temat: Moje zycie nie ma sensu Ala S:a czy na moje pytania mogłabyś odpowiedzieć? konto usunięte Temat: Moje zycie nie ma sensu Czy mogę prosić wszystkich o poprawne cytowanie? używa się przycisku cytuj w prawym dolnym rogu konto usunięte Temat: Moje zycie nie ma sensu Ja zazdroszczę Ci kariery lekarza onkologa za granicą: wiedzy medycznej, forsy... Nie, nie, masz kompletnie zle wyobrazenie o mojej pracy tutaj... rzeczywiscie, konsultanci zrabiaja jakies niewyobrazalne dla mnie sumy ale mnie daleko do konsultanta... ja zarabiam tyle co tutejszy stazysta, oczywiscie na polskie warunki to bylaby kupa forsy, ale tutaj, jak chce cos zaoszczedzic (mam kredyt we frankach w polsce, wziety jakies 3 tyg przed poczatkiem kryzysu, a jakze!) to musze mieszkac w pokoiku, w domu ktory dziele z dwiema innymi osobami... No i co z tego, ja też taka jestem i się nie przejmuję:-DDDDDDDDDDDD Poza tym jako onkolog znasz się na onkologii, więc nie mów: "ani powiedzieć nic mądrego na żaden temat". Jakiś pożytek z Ciebie jest, wymagasz od siebie za dużo wymagam, a czy to zle? ale to w koncu od pacjentow zbieram ten negatywny feedback wiec to ne jest tak ze cos sobie wymyslam... a o onkologii nie moge przeciez rozmawiac na grillu... no chyba ze bylby to grill wylacznie z onkologami Kto na tym świecie nie jest mały, brzydki i gruby????? Ale ludzie mają też inne zalety i nie myślą za dużo o sobie. Przydałby się facet, a potem dzieci. Spróbuj się z kimś umówić, załóż konto na portalu randkowym: nie będziesz wtedy skupiać się tylko na sobie:-))))) Nie skupiam sie na sobie, w kazdym sensie nie na urodzie. To tylko dodatek, dodatkowy gwozdz do trumny. Mysle, ze gdybym byl ladna i wysoka to dodaloby mi troche pewnosci siebie i moglabym troche nadrobic, a tak to jestem taka zwykla mysza... Wiesz, czasem nawet sa reportaze o tym, ze ladnym latwiej na swiecie... takie 'ukryte kamery' jak to ladna dziewczyna moze naciagnac faceta zeby kupil jej ciastko czy piwo, brzydkiej nigdy by sie to nie udalo.. nie chodzi mi o ciastko czy piwo, ale mysle ze ladnej by tak nie objezdzali jak mnie, taki troche atawizm pewnie Z tymi portalami randkowymi to jest tak ze kazdy patrzy przede wszystkim na zdjecie, a gdybym ja zamiescila zdjecie to kazdy by od razu uciekl... na zdjeciach wychodze jeszcze gorzej niz w rzeczywistosci... dlatego nie zamieszcze tu zadnego ale moge Ci jakies wyslac jesli bedziesz sie upierac ze nie wierzysz ;) konto usunięte Temat: Moje zycie nie ma sensu Czy mogę prosić wszystkich o poprawne cytowanie? używa się przycisku cytuj w prawym dolnym rogu Mniej wiecej mi to wychodzi, na poczatku odpowiedzialam Ci prosto z maila, dlatego nie wyszlo konto usunięte Temat: Moje zycie nie ma sensu Ala S: Czy mogę prosić wszystkich o poprawne cytowanie? używa się przycisku cytuj w prawym dolnym rogu Mniej wiecej mi to wychodzi, na poczatku odpowiedzialam Ci prosto z maila, dlatego nie wyszloa, sorki, nie zauważyłam, że odpowiedziałaś. Ok, mi chodziło o to, czy jest cokolwiek TERAZ co mogłoby spowodować, żebyś miała poczucie sensu życia? rozumiem, że gdybyś kiedyś, w przeszłości, wybrała inne życie itd ale czy TERAZ jest coś co by mogło sprawić byś poczuła sens życia? konto usunięte Temat: Moje zycie nie ma sensu a czy na moje pytania mogłabyś odpowiedzieć? Czy mi przychodzi cos do glowy? Oczywiscie, rozne opcje. Po pierwsze to jakos usunac moj defekt i nie byc taka niemota w kontaktach miedzyludzkich, naprawic to wszystko co mi tak przeszkadza, czyli nieumiejetnosc zrecznego wypowiadania sie w roznych sytuacjach, szczegolnie trudnych czyli kiedy jestem zdenerwowana, kiedy jestem wsrod zupelnie obcych, kiedy mam do czynienia z kims roszczeniowym, niezadowolonym, wymagajacym, nieumiejetnosc powiedzenia czegos dowcipnego w towarzystwie, szczegolnie takim nie za dobrze znanym, brak kreatywnosci i zdolnosci przywodcznych Po drugie, jesli po pierwsze jest niewykonalne (a wydaje mi sie ze jest niewykonalne), znalezc prace ktora zapewni mi bezpieczne zycie w sensie ze nie bede musiala martwic sie czy mi wystarczy do pierwszego, wystarczy mi na realizowanie moich pasji i odlozenie czegos na starosc... Mam nawet na oku pewne stanowisko, ale poki co nie odpowiedaja na moje CV albo, jesli juz, nie chce mnie bo wlasnie jestem za malo kreatywna albo nie chce bez podania przyczyn (wiec nie wiem co mam naprawic) Po trzecie, moglabym ewentualnie wygrac na loterii. Moglabym wtedy dac sobie wiecej czasu na znalezienie pracy i nie martwic sie z czego zaplace czynsz jak bede kilka miesiecy bezrobotna, no i moglabym rowniez wykonywac jakies zupelnie proste, malo platne czy nawet dorywcze prace bez strachu ze jak mnie zab zaboli to bede musiala dac go wyrwac bo nie bedzie mnie stac na leczenie... Z cala reszta sobie poradzilam. Nie przejmuje sie za bardzo swoim wygladem. Nie lubie go, ale sie nie przejmuje. Staram sie byc czysta i zeby mi gile nie wisialy z nosa, ale pogodzilam sie z tym, ze jestem mysza... Nie cierpie tez jakos z powodu braku przyjaciol. Mam paru, jeszcze z liceum w Polsce, ale tu w Anglii siedze praktycznie zawsze sama, tak juz 4 rok. Czytam sobie ksiazki, ucze sie niemieckiego, planuje swoje podroze... konto usunięte Temat: Moje zycie nie ma sensu Ala S: Z cala reszta sobie poradzilam. Nie przejmuje sie za bardzo swoim wygladem. Nie lubie go, ale sie nie przejmuje. Staram sie byc czysta i zeby mi gile nie wisialy z nosa, ale pogodzilam sie z tym, ze jestem mysza... Nie cierpie tez jakos z powodu braku przyjaciol. Mam paru, jeszcze z liceum w Polsce, ale tu w Anglii siedze praktycznie zawsze sama, tak juz 4 rok. Czytam sobie ksiazki, ucze sie niemieckiego, planuje swoje podroze... i tak trzymać! olać to wszystko:-) Elżbieta S. psycholog, psychoterapeuta poznawczo-behawioral ny Wrocław Temat: Moje zycie nie ma sensu Alu przede wszystkim rozważ wizytę u psychoterapeuty. Z tego co piszesz wynika, że bardzo cierpisz i chciałabyś coś zmienić w swoim życiu (masz zatem motywację, a to pierwszy krok w terapii :-) ). Z Twojej perspektywy może Ci się wydawać, że sprawa wygląda "beznadziejnie", ale z perspektywy osób, które znają się na temacie (ogólnie mówiąc problemach w kontaktach międzyludzkich) problem można rozwiązać. Oczywiście jest to kwestia bardzo indywidualna, ale nie jesteś jedyną osobą, która odczuwa dyskomfort w tego typu sytuacjach, o których piszesz. Zatem bardzo zachęcam Cię do tego, byś poszukała kontaktu do psychoterapeuty, w razie trudności chętnie pomożemy w poszukiwaniach (takiego, który byłby blisko miejsca Twojego zamieszkania).
Życie jest jak gówno na kole, raz jesteś na górze raz na dole. Pesymista o życiu. Życie jest jak srajtaśma, długie, szare i do dupy. Kolejny pesymista o życiu. A skąd wiesz, że nie jesteś bohaterem jakieś opery pisanej przez osobę z innego wszechświata? Niezidentyfikowana osoba o życiu. Moje życie jest bez sensu. Emo o swoim życiu
Życie jest bez sensu Tylko leżę w łóżku i myślę jak tu się wyrwać od problemów, ale tak nie można bo tak nawet sie nie da. Kurde jak mogę sobie pomóc, chyba po prostu muszę z kimś pogadać, czyli z przyjaciółką, ale jest chora, wiec nie mogę się z nią umówić. Już tak nie mogę żyć, muszę uciec od tego wszystkiego. Tylko mogę się modlić o normalne życie. Może nie mam tyle problemów, że aż nie mogę wytrzymać, ale mam trochę. Miałam gorzej miesiąc temu gdy się pokłóciłam z koleżanką i też zamknęłam się w sobie. Ale teraz jest lepiej, rozmawiam z nią i bardzo ją kocham jak własną siostrę. Jest tylko jeden problem, że nie mogę teraz się otworzyć przed kimś, czyli nie mogę z kimś o czymś pogadać, bo wtedy dostaję tyki nerwowe. Co raz bardziej nie mogę sobie z tym poradzić. Może się martwię, czy zdam albo, czy mi ktoś coś zrobi, bo nie wiem dlaczego ale boje się wszystkiego. Mam takie wyobrażenie że ktoś nie długo mi przywali tak mocno że strace przytomność. Ale nie mogę się takich rzeczy bać, bo nie wiadomo co się stanie jutro, ani za tydzień. Trzeba żyć chwilami którymi będziemy pamiętać cały życie. I jutro do szkoły znowu cały czas smutek, który nie mogę pokazywać bo inaczej byłabym sama. Dzisiaj mi jest trochę lepiej może dlatego że rozmawiam z siostrą albo że mam lepszy dzień, no nie wiem ale dziękuje wszystkim którzy wierzą we mnie i że nie zapomną o mnie. Pozdro dla przyjaciół i dla tych co to czytają :) Napisała: Dziewczyna w lekkim smutku :)
Bez muzyki życie nie miałoby sensu. 24 likes. Bez muzyki moje życie nie miałoby sensu. to pierwsza myśl, która przychodzi mi do głowy. Muzyka
Chyba każda z nas raz na jakiś czas w siebie wątpi i kwestionuje swoją wartość. Myśli typu “nie ma we mnie nic wyjątkowego, moje życie jest bez sensu, ja jestem bez sensu” jak ciężkie chmury na niebie skutecznie mogą zepsuć humor. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego tekstu wyryje Ci się w pamięci, że to myślenie to bzdury i, że jesteś cudem, po prostu cudem i nie ma w tym nawet cienia przesady! To, że żyjemy i jesteśmy traktujemy jako coś oczywistego, jak coś czego nie podważamy i kompletnie się nad tym nie zastanawiamy, ale czy myślałaś kiedyś nad tym jakie były szanse na Twoje pojawienie się na tym świecie? Na to, że się urodzisz mając takich rodziców, wygląd i cechy charakteru? Czy myślałaś kiedyś nad tym, że skoro się urodziłaś to musi, po prostu musi stać za tym jakiś powód? Z ciekawości pogrzebałam trochę w internecie szukając liczb, które czarno na białym pokazałyby nasze szanse na narodziny. Liczbę znalazłam. I nie ukrywam, że nawet mnie ona zaskoczyła! Prawdopodobieństwo tego, że się urodziłaś wynosi 1 do 400 trylionów. Wow!!! Robi wrażenie co??? Mnie osobiście to oszołomiło, bo pokazało jak niesamowite jest to, że się w ogóle urodziłam, że jestem. To, że Ty się urodziłaś jest także niesamowite! Bo wyliczenia fizyków i liczby nie kłamią. To jest cud, po prostu cud, że Ci się udało i jesteś ogromną szczęściarą! 1 do 400 trylionów – nawet trudno jest sobie wyobrazić tak wielgachną liczbę, ciężko jest uzmysłowić sobie jak niewielkie są szanse, a pomimo to – Ty dałaś radę! Pomyśl skoro prawdopodobieństwo naszych urodzin jest tak niewielkie, a pomimo to jesteśmy, żyjemy – to znaczy, że stoi za tym jakieś znaczenie! To znaczy, że za Tobą stoi znaczenie i to, że jesteś się liczy i jest ważne! To oznacza, że Twoje życie ma sens, jesteś wyjątkowa i ważna (nie dlatego, że ja tak pisze, ale dlatego, że liczby to pokazują). Jeśli do tej pory nie mówiono Ci, że sam fakt, iż żyjesz oznacza iż jesteś jest cudem – to niech dziś ta liczba poprzez mój tekst Ci to powie. 1 do 400 trylionów! Wow! Gratuluję Szczęściaro! Wstań, idź do lustra i popatrz na swoje odbicie tak, jakbyś patrzyła na siebie po raz pierwszy, na tą wyjątkową kobietę, którą jesteś! Ania Witowska
Moje życie nie ma sensu, a smutek bierze w nim górę W tych chwilach, gdy czujesz, że Twoje życie nie ma sensu, możesz doświadczyć pewnych emocji związanych z tym stanem. Ważne jest, aby zwracać uwagę na uruchamiane w głowie alarmy, ponieważ są to objawy wskazujące, że coś jest nie tak.
Poszukiwanie sensu życia jest jednym z podstawowych wyzwań stojących przed człowiekiem. Nikt nie chce myśleć o swoich codziennych czynnościach, że są lub były bez sensu, tym bardziej zatem nie chcielibyśmy, aby bez sensu była ich suma, czyli nasze barwne i unikalne życie. Perspektywa bezsensowności skutecznie zniechęca nas do odchudzania się za pomocą czekoladek lub do wypatrywania piranii w przydomowej kałuży. Sformułowanie „moje życie nie ma sensu” wkładane jest w usta aktorów w najbardziej dramatycznych momentach scenariusza, aby oddać powagę sytuacji i oznajmić, że bohater dotarł do emocjonalnej ściany, poza którą nie ma już nic oprócz samobójstwa lub psychicznej wegetacji na obrzeżach depresji. Ale skoro takie życie nie ma sensu, to czy jakiekolwiek ma? Teizm i ateizm w wyścigu po sensowność Teizm w wydaniu chrześcijańskim zawsze odpowiada – tak, życie ma sens! Ma wpisane w siebie znaczenie, nie jest bowiem niezaplanowanym produktem ewolucji błąkającej się po wszechświecie materii, lecz efektem twórczej pracy boskiego umysłu. Każda cząstka elementarna wszechświata ma swoje szczególne miejsce w Bożym Planie, a tym bardziej takie miejsce posiada człowiek – korona stworzenia. Doskonale ujął tę zasadę apostoł Paweł w słynnych słowach – „czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek czynicie, wszystko czyńcie na chwałę Bożą1”. Chwała Boża jest bowiem ostatecznym kontekstem, celem i źródłem spełnienia każdego ludzkiego życia – widzenie jej, uczestniczenie w niej, podziwianie jej i radowanie się nią. Współczesny ateizm nie chce być gorszy. Nie chce strzelać sobie w stopę złą nowiną o braku sensu ludzkiego życia, ani też machać przed oczami teistów dymiącym pistoletem żelaznej logiki. Słynny ateista Sam Harris, w artykule dotyczącym 10 mitów na temat ateizmu, grzmi z pełnym przekonaniem, że ateiści nijak nie uważają, aby życie pozbawione było sensu. Jak zaznacza: „ateiści najczęściej są całkiem pewni, że życie jest drogocenne. Życie jest nasycane sensem poprzez przeżywanie go prawdziwie i w pełni. Nasze relacje z tymi, których kochamy, są już teraz pełne sensu; nie muszą trwać wiecznie, by go uzyskać. Ateiści mają skłonność do uznawania tej obawy o bezsensowność za… cóż … bezsensowną2.” Andrzej Koraszkowski dodaje z kolei w artykule pt. „Ateista i sens życia”, że: „ateista znajduje sobie cele, które nadają jego życiu sens3.” Podobnie twierdzą autorzy książki „50 mitów o ateizmie”: „musimy (…) – to fakt – sami znaleźć sobie sens życia i sami zadbać o to, by wieść życie spełnione, bowiem nie gwarantuje nam tego żadna wiara ani religia4.” W innym miejscu dodają: „To od nas zależy, jak żyjemy i czy nasze życie ma wartość dla nas samych. I to właśnie samoukierunkowanie nadaje życiu sens5.” Tak postawione tezy nakazują myśleć, że chrześcijaństwo nie posiada egzystencjalnej przewagi nad ateizmem, bowiem nie potrzebujemy Boga, aby uznać życie za sensowne. Ateista sam znajduje sobie cele, które nadają życiu sens – może odnaleźć go zatem w zdobywaniu kolejnych biurek w korporacji, opiekowaniu się niemowlakiem lub ratowaniu zagrożonych wyginięciem antylop. Czy ateistyczny pogląd na sens życia jest sensowny? Zapewne nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, jeśli przyznam w tym miejscu, że ateistyczny pogląd na sens życia wydaje mi się całkowicie pozbawiony sensu. Sens nie jest bowiem czymś, co tworzymy – jest czymś, co odczytujemy. Nie jest kreacją naszego wewnętrznego świata; istnieje zawsze poza nami i tylko poza nami może zostać odnaleziony. Oczywiście, poprzez sensowne życie nie mam na myśli po prostu życia pozbawionego nudy. Ktoś może spędzić całe życie ekscytując się liczeniem ziarenek piasku na pobliskiej plaży, w żaden sposób nie przesądza to jednak o sensowności takiego działania. Wyrażenie „sens życia” rozpatrywać należy w kategoriach uniwersalnego znaczenia życia, jego racji i celowości, bowiem – jak poniżej będę starał się wykazać – tylko takie ujęcie sensu ma jakikolwiek… sens. Zdając sobie sprawę z semantycznych trudności związanych z wieloznacznością słowa sens, warto przywołać słownikową definicję najbliższą wyrażeniu „sens życia”. Słownik języka polskiego definiuje sens jako właściwe znaczenie czegoś, a powszechna intuicja tę definicję zatwierdza. Sens życia musi dotyczyć zatem jego właściwego znaczenia, a nie każdego znaczenia jakie komukolwiek przyjdzie na myśl. To dlatego dzieciaki w podstawówce uczą się alfabetu. Gdyby każdy uczeń w porywie wyemancypowanego indywidualizmu nadawał własny sens poszczególnym literom, czytając Mickiewicza na własny sposób, to Oda do młodości nie zyskałaby nagle kilkudziesięciu nowych sensów; wręcz przeciwnie – straciłaby jakikolwiek sens. A czy nie to właśnie proponuje nam ateizm, postulując dowolność w nadawaniu sobie własnego sensu życia? Czy nie mówi czegoś w rodzaju: „weź książkę napisaną w obcym języku i po prostu zadecyduj o czym ona mówi”? Wszystkich oburzonych tym porównaniem, wskazujących, że książka ma autora, a świat nie, ośmielam się zapytać – dlaczego zatem używać słowa „sens” w odniesieniu do niezamierzonego i przypadkowego w gruncie rzeczy fenomenu jakim jest życie? Czy wysyła się grupę uznanych lingwistów, aby odczytała sens znaków wyrzeźbionych przez wodę w Wielkim Kanionie Kolorado? Ateizm przypomina pewnego siebie pracownika muzeum we Florencji, który zapytany przez turystę obserwującego „Dawida” Michała Anioła o tożsamość tego wyrzeźbionego siłacza, odpowiada bez wahania: „proszę pana, to nie tak; pan sam musi zadecydować, kim on był – był właśnie tym, kim pan zdecyduje, że był.” Cóż, drodzy ateiści, nie mam ochoty decydować kogo „uwiecznił” Michał Anioł w swojej rzeźbie, gdyż wiem, że byłoby to… bez sensu. Równie dobrze mógłbym uznać wyrzeźbionego mężczyznę za Mojżesza lub Małysza, a mój sąsiad za Napoleona lub Lewandowskiego – nie ma to żadnego znaczenia, skoro każdy z nas nie ma nawet pół argumentu na potwierdzenie swojej tezy. Tak samo dobrze wiem, że czymś nierozsądnym i bezrefleksyjnym jest redukowanie sensu swojego życia do rozmiarów własnej decyzji, pozbawionej jakiegokolwiek uniwersalnego punktu odniesienia. Dla mnie bowiem sensem życia może być ratowanie nienarodzonych dzieci, a dla aborcjonisty – propagowanie „wolności wyboru”. Któż rozsądzi między naszymi sensami? A jeśli nie ma we wszechświecie żadnego uniwersalnego kryterium oceny sensowności sensów, czy jednoczesne funkcjonowanie dwóch przeciwnych sobie sensów ma ostatecznie jakikolwiek sens? Czy amerykański pisarz William Wharton nie miał racji, gdy stwierdził, że „nie ma takiej absurdalnej rzeczy, której by człowiek nie zrobił, próbując nadać życiu jakiś sens”? A skoro tak, czy te wszystkie absurdalne pomysły powinniśmy z pełną powagą uznać za równie… sensowne? Nawet jeśli każdy ateista znajduje sobie cele, które nadają – w pewnym wąskim znaczeniu – sens jego życiu, to nijak nie mówi nam to o sensowności życia jako takiego. Marcin może starać się wyhodować chomika, który wygra konkurs piękności; Marta może walczyć o wolność dla wszystkich hodowanych chomików; Robert może marzyć o pokonaniu na rynku konkurencyjnej firmy Tomka, a Tomek o pokonaniu firmy Roberta. Wszystkie te cele mogą tworzyć chwilowe wrażenie życia sensownego, ukierunkowanego i mającego znaczenie, niemniej jednak wciąż nie mówi nam to nic o znaczeniu życia jako takiego. Wyobraźmy sobie mecz, w którym każdy z piłkarzy nadaje inny sens własnym działaniom – „ósemka” wierzy, że mecz wygrywa się strzelając do własnej bramki, a „dziewiątka”, że do bramki przeciwnika. „Trójka” za sensowne uznaje wykopywanie piłki w trybuny, a „piątka” celowanie nią w trenera. „Czwórka” wierzy, że chodzi o jak najdłuższe posiadanie piłki, a „jedynka”, że o jak najszybsze się jej pozbycie. Każdy uznaje swoje przekonanie za optymalne i każdy działa w ramach tego przekonania w sposób racjonalny i sensowny, dążąc do osiągnięcia zamierzonego efektu. Nawet jeśli nie jestem w stanie ustalić kto tutaj ma rację, jedno mogę stwierdzić na pewno – ten konkretny mecz nie ma żadnego sensu! Sam Harris i (bez)sens życia Dosyć zabawnie wygląda w tym kontekście ucieczka Sama Harrisa w quasi-religijny język, kiedy oznajmia, że „życie jest nasycane sensem poprzez przeżywanie go prawdziwie i w pełni”. Być może przeoczyłem jakiś malutki przypis, niemniej jednak nie zauważyłem, aby przywołany ateista spróbował doprecyzować chociażby jedno z tych niezwykle pojemnych pojęć. Czy aby nie mamy tutaj do czynienia z klasycznym błędem ignotum per ignotum (nieznane przez nieznane), gdy mgliste pojęcie sensu wyjaśniane jest za pomocą co najmniej równie mglistych pojęć? Dla większości ludzi poszukiwanie sensu życia jest właśnie niczym innym niż poszukiwaniem klucza do przeżywania życia „prawdziwie i w pełni”. Sam Harris równie dobrze mógłby powiedzieć zatem – „życie jest nasycane sensem poprzez przeżywanie go z sensem”. Chyba, że się mylę? Jeśli tak, będę wdzięczny za skierowanie mnie do uniwersalnej, albo przynajmniej powszechnej (dobrze, może być też uznawanej przez większość ateistów lub przynajmniej istotną ich część), definicji „prawdziwego” przeżywania życia. Swoją drogą, gdy dwóch ateistów posiada dwie sprzeczne definicje „prawdziwego” przeżywania życia, którą z nich uznaje się za… prawdziwą? Oczywiście nie posądzam Sama Harrisa o to, że wyjaśnienie ulokował w następnym zdaniu przywołanej wypowiedzi („nasze relacje z tymi, których kochamy, są już teraz pełne sensu”), gdyż z pewnością nie chciał stwierdzić, że życie osób samotnych, porzuconych przez rodziny lub zdradzonych przez małżonków definitywnie pozbawione jest sensu. Zmierzając do puenty, współcześni ateiści nie chcą przyznać tego, co oczywiste – jeśli Bóg nie istnieje, to życie nie ma sensu i nie ma żadnej racji istnienia. Możemy mieć własne cele i własne preferencje, możemy znajdować większą przyjemność w powtarzaniu raczej tych czynności niż tamtych, nie możemy posiadać jednak własnych sensów. Doskonale rozumiał konsekwencję swojego ateizmu Jean-Paul Sartre, gdy stwierdził: „wszyscy jesteśmy tutaj, aby jeść i pić dla zachowania naszego drogocennego istnienia, a nie ma nic, nic, żadnej racji istnienia”. Oto czym jest konsekwentny, bezkompromisowy ateizm, pozbawiony skłonności do zmiękczania naturalnie ostrych krawędzi. Jest złą i przerażającą nowiną o względności wszelkich prawd i ostatecznym braku sensu. O świecie, który jest – jak ujął to ateista Bertrand Russell – ponurym i nieczułym miejscem. Sens życia istnieje razem z Bogiem lub razem z Bogiem umiera Przyznajmy więc, jeśli Bóg umarł – jak chce Fryderyk Nietzsche – to wraz z nim pogrzebaliśmy pod ziemią uniwersalny sens życia i jego znaczenie. Porzućmy raz na zawsze mylne przekonanie, że można być konsekwentnym ateistą i widzieć w życiu sens. Jeśli już – posiłkując się wcześniejszą ilustracją – można wierzyć w sensowność wykopywania piłki w trybuny lub wstrzeliwania jej do bramki, ale już nie w sensowność rozgrywanego meczu. Konsekwentny ateizm winien prowadzić do egzystencjalnej rozpaczy, rozumiejącej głębokość nicości, która otwiera się pod umysłem odrzucającym Boga. Przyznajmy za Sartre, że jeśli Boga nie ma, to nie ma też żadnej racji istnienia. Lepsza gorzka prawda niż niespójne przekonanie, że ateizm jest równowartościowym poglądem egzystencjalnym, oferującym jakikolwiek atrakcyjny pogląd na sensowność życia. Na szczęście – stojąc na mocnym fundamencie chrześcijańskiego nauczania – nie musimy poddawać się tym ponurym myślom, ani też szukać pocieszenia w hałaśliwym konsumowaniu uciekających chwil. Zamiast tego, możemy wierzyć w spójne i dobrze uzasadnione twierdzenie, że życie nie jest przypadkową zbieraniną znaczków, które każdy interpretować może na swój sposób, ale raczej sensowną opowieścią stworzoną dla Bożej Chwały. Opowieścią wymagającą, zawierającą niekiedy trudne do zrozumienia fragmenty, ale jednocześnie opowieścią przetłumaczoną przez Ewangelię na zrozumiały dla nas język. Tak, Jezus Chrystus jest kluczem, który idealnie pasuje do zamkniętych przez wieki znaczeń i sensów. Zamiast tworzyć więc własny sens życia, grzęznąc w ulotnych wrażeniach i pozornych prawdach, odważmy się poszukać go tam, gdzie naprawdę daje się odnaleźć – w życiu, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. Przypisy: Biblia, to jest Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Nowy Przekład z języków hebrajskiego i greckiego opracowany przez Komisję Przekładu Pisma Świętego. Stary Testament, 1 Kor 10:31. Towarzystwo Biblijne w Polsce. Warszawa online: A. Koraszewski, Ateista i sens życia, [online], [dostęp: 16 grudnia 2020], Dostępny w internecie: . Blackford et al., 50 mitów o ateizmie. New York: Wydawnictwo CiS, Stare Groszki
Read 22 Bez niego moje życie nie ma sensu from the story Stara miłość nie rdzewieje by ola254 with 145 reads. staramiłośćnierdzewieje, miłośćnieznagranic, mart
Na pewno się nie pomylę, jeśli powiem, że każdy z nas, chociaż raz w swoim życiu powiedział: „moje życie nie ma sensu”. W trudnych doświadczeniach porażki, bólu fizycznego lub psychicznego, nieudanych planów, choroby, śmierci bliskiej osoby czy miłosnego zawodu tracimy sens życia. Co nadaje naszemu życiu sens? Jak odnaleźć sens życia i co robić, żeby go nie stracić? To pytania, na które dziś poszukam odpowiedzi. Kiedy człowiek wie, że jego życie ma sens? W eseju pod tytułem „O sensie życia” Józef Maria Bocheński postawił pytanie o sens życia. Skłoniło go do tego spotkanie z byłym studentem, człowiekiem młodym, przystojnym, wykształcowym i bogatym, którego nie spotkało nic złego. Student ten oświadczył, że stracił sens życia. Ojciec Bocheński chcąc mu pomóc najpierw definiuje, co to jest sens życia? Dochodzi do wniosku, że życie: „ma sens kiedy ja uważam, sądzę, czuję itd., że ono ma wartość dla mnie, (…) kiedy uważam, czuję itd., że warto żyć. (…) Życie danego człowieka ma sens kiedy on w tej chwili sądzi, czuje itd., że warto mu żyć”. Na pierwszy plan tej definicji wysuwa się ja, moja osoba. To ja sądzę, ja czuję, ja uważam. Poczucie sensu dotyczy, więc mnie i tego kim jestem. To znaczy, że sens życia jest sprawą osobistą, indywidualną i prywatną. Sens życia sprawą prywatną Józef Maria Bocheński podkreśla, że sens życia jest sprawą prywatną, nie można mówić o sensie życia narodu, jakiejś społeczności czy kraju. Sens życia może dotyczyć tylko konkretnej osoby, z tym jaka ona jest, z jej wadami, zaletami i historią życia. Po drugie chodzi o sens życia dla mnie. Czyli pytanie o to czy to, co robię, kim i jaki jestem jest dla mnie sensowne. Moje życie może mieć sens dla innych w tym wymiarze, że jestem im przydatny lub spełniam jakieś ważne zadanie. Na przykład dla pracodawcy jestem świetnym informatykiem, jestem mu potrzebny wykonując dobrze moją pracę, więc moje życie ma sens. I po trzecie to ja muszę w swoim życiu ten sens odnaleźć. Poczucie sensu jest sprawą indywidualną. Dlatego, jak podkreśla Bocheński, mówienie owemu studentowi, który stracił sens, że jest młody, bogaty i zdrowy, nie jest najlepszym rozwiązaniem. Bocheński w swoich rozważaniach zwraca uwagę na dwie rzeczy: A mianowicie, że: Są w życiu rzeczy prywatne. W dobie dzisiejszej mody, kiedy wszystko jest nas sprzedaż, granica między tym co prywatne i społeczne bardzo się zatarła. Media społecznościowe pełne są zdjęć, z których możemy dowiedzieć się co ktoś ma na talerzu, z kim śpi, gdzie podróżuje itd. Im większa ilość takich zdjęć, tym większa popularność. Bocheński mówi, że pewne rzeczy powinny pozostać w sferze prywatnej takie jak: sens życia, cierpienie, miłość czy śmierć. Sensu życia nikt mi nie da. Nie mogę go też kupić, musze znaleźć go sam. Dziś mamy modę na kupowanie nie tylko rzeczy, ale i usług. Kupię kurs motywacji, zapłacę za nauczenie moich dzieci chodzenia, a wszystko po to, by mieć więcej czasu pieniedzy, wydajniej żyć. Sens życia jest czymś nad czym musimy sami popracować. Skąd mamy czerpać sens życia? Filozofowie odwołują się do trzech czynników, które dają nam sens życia. Jednym z nich jest cel. Jeśli mamy jakiś cel nasze życie wypełnione jest sensem. Ten cel jest źródłem radości, cieszymy się, że go osiągniemy i to nadaje naszemu życiu sens. Cel wiąże się także z samym działaniem. Jeśli wykonujemy czynności, które sprawiają nam radość i zadowolenie, nasze życie nabiera sensu. Bocheński podkreśla: “Jeśli w danej chwili istnieje cel, do którego człowiek dąży, jego życie ma w tej chwili sens” oraz radzi: “Jeśli tracisz sens życia musisz znaleźć cel, do którego będziesz dążył” Ojciec Bocheński jako trzeci czynnik poczucia sensu wymienia kontemplację. Odwołuje się do własnego przykładu: jeśli po morskiej kąpieli leżę na plaży i zażywam słońca, to nie myślę o bezsensie życia. Jestem tu i teraz i cieszę się chwilą obecną, żyję intensywnie. Wielu z was przyjdą teraz na myśl wakacyjne wspomnienia i radość ze spedzonych przyjemnie chwil. Ale czy rzeczywiście życie ma sens jeśli mamy cel i działamy? Okazuje się, że nie! Wyobraźmy sobie, że cel jaki sobie w tej chwili obraliśmy to przeskoczenie największej liczby ławek w mieście. Ktoś powie, może to mnie bawi, ale obiektywnie cel nie jest sensowny. A nawet tracę czas, który mogłby być wykorzystany pożyteczniej. Sens i bezsens są względne, zależą od tego, kim jesteśmy i co robimy. Dla małego dziecka układanie prostej układanki ma sens, bo rozwija jego zdolności manualne i percepcję, ale już dla nastolatka nie. Sens życia to subiektywne zadowolenie, działanie, którym się cieszę, które przynosi mi satysfakcję i które odpowiada mi, osobie jaką jestem. Podobnie jest z kontemplacją, cieszę się obejrzeniem koncertu, spacerem, rozmową z przyjacielem. Sens życia nadaje nam, więc to z czego jesteśmy zadowoleni. Ale… jeśli ktoś jest zadowolony, że innym coś się nie udało czy można mówić wtedy o sensie życia? Sens życia a zadowolenie? Wydaje się, że nie. Subiektywne zadowolenie nie jest źródłem sensu życia. Jest zupełnie odwronie, to sens życia daje nam zadowolenie. Sens życia wynika z tego, co robimy, jaki mamy cel i kontemplacji chwili. Te trzy czynniki muszą wynikać z tego jacy jesteśmy i kim jesteśmy. A jesteśmy ludzmi obdarzonymi rozumem. Jeśli ktoś przyjdzie do nas o poradę jakie działania mogą pomóć mu w znaleznienu sensu życia, to nie zapropomujemy mu niszczenia trawników, ale na przykład odwiedzanie chorych w hospicjium. Widząc uśmiech na twarzach przebywających tam osób pojawiający się na nasz widok będzie źródłem nie tylko zadowolenia, ale poczucia, że robimy coś dobrego. Wniosek nasuwa się sam, sens życia daje nam czynienie dobrych rzeczy. Dzięki takim działaniom określamy też siebie. Na pytanie kim jestem, możemy odpowiedzieć – dobrym człowiekiem. Nie ma jednak recepty na to jakie dobre działania są dla nas źródłem sensu. Każdy z nas musi odnaleźć je sam. Warunkiem jest to, że muszą być to dobre czyny, wynikające z dobrych pobudek, zmierzające do dobrych skutków i czynione za pomocą dobrych środków. Dlaczego tracimy sens życia? Z powyższego opisu możemy wyciągnąć trzy wnioski kiedy nie mamy lub tracimy sens życia. Po pierwsze – nie mamy celu! Działamy nie zastanawiając się dokąd zmierzamy, czego chcemy. Może nie mamy czasu na pomyślenie i poszukanie celu, lub mamy cel, ale go nie dostrzegamy. Może zaistnieć też inna sytuacja, mamy dużo małych celów i przeskakujemy od jednego do drugiego nie dając sobie czasu na wytchnienie. Po drugie – jesteśmy ciągle aktywni! Bocheński nazywa takich ludzi niewolnikami aktywizmu, ciągle coś robimy, nie mając czasu na refleksję czy odpoczynek. Ciągły akywizm może być spowodowany chęcia posiadania więcej, osiągania lepszych wyników lub zaspokojenia oczekiwań społeczeństwa na posiadanie lepszej pracy, większego domu itd. Po trzecie – działamy automatycznie! Jak trybiki w maszynie perfekcyjnie zaprogramowane. We Francji jest takie powiedzenie “Metro, boulot, dodo” – “Metro, praca, sen”, które dobrze obrazuje automatyzm codziennego życia. Posiadanie sensu życia jest niezmiernie istotne, bo jak mówi obiegowy żart “bez wody można przeżyć trzy dni, bez jedzenia – dwa tygodnie, bez sensu – całe życie”.
Osobiście mam to szczęście, że moje pasje przenikają całe moje życie. Jedną z fundamentalnych pasji jest ROZWÓJ OSOBISTY i inspirowanie do tego samego innych. To drugie jest wręcz moją życiową misją. :) Łączę te dwa aspekty z pasją chodzenia po górach i żeglowaniem po Mazurskich jeziorach. W ten sposób powstały projekty:
!UWAGA! To jest moja opinia! Ostatnio ktoś mi powiedział, że życie jest bez sensu, ponieważ rodzisz się i później dorastasz, uczysz się i zaczynasz na siebie pracować a potem umierasz... Tak po prostu umierasz i wszystko na co pracowałeś całe swoje życie teraz jest już nie ważne. Ludzie o tobie zapominają i nawet nie wiesz co będzie działo się później. Nie wiesz czy twoje dzieci (jeżeli będziesz je mieć) będą cię potrzebować a ty nie będziesz mógł im pomóc. Nie wiesz nic, nie jesteś pewny jutra, nie wiesz kiedy nadejdzie twój czas... To dołujące, prawda? Może teraz myślicie, że też tak uważam ale to jest nieprawda! Chcę udowodnić swoją rację. Zaczynamy 3,2,1 START! Moim zdaniem życie ma wielki sens, ponieważ wtedy możemy udowodnić na co nas stać, możemy komuś pomóc lub zostawić coś po sobie. Może życie jest kruche i krótkie oraz można łatwo je stracić ale w tym czasie możemy coś osiągnąć. Szara rzeczywistość szkoła, dom lub praca, dom i tak w kółko to najgorsze chwile człowieka no i występują one zawsze u każdego , więc tego nie zmienimy ale możemy zmienić to w naszym życiu jeśli tylko chcemy. Życie ma wiele zalet tylko są one ukryte pod wieloma postaciami np. w zwykłym obiedzie z rodziną lub spotkaniem z przyjaciółmi. Mamy tyle możliwości możemy się rozwijać fizycznie a także nawet psychicznie. Możemy wybierać nasze wykształcenie, pracę, dom i decydujemy o tym z kim utrzymujemy kontakt a z kim nie. Życie oferuje wiele propozycji tylko my często tego nie przyjmujemy do świadomości lub boimy się próbować nowych rzeczy. Jesteśmy często ślepi na propozycję od naszego losu. Ale halo! Przecież nie jesteśmy na świecie sami, prawda? O tym też warto wspomnieć ;-) Każdy ma rodzinę, przyjaciół może nawet partnera a oni mobilizują nas do działania, bo jesteśmy dla nich ważni. Właśnie! Jesteśmy dla kogoś ważni, więc nie musimy się bać, że zostaniemy zapomniani. Mimo, że nas już nie będzie to i tak będziemy żyli nadal w sercach i wspomnieniach naszych bliskich. Po co jest praca i szkoła skoro to na co za życia pracujemy się skończy i nic z tego nie zostanie? Po co się w ogóle starać? To pytanie bardzo przypomina mi człowieka, który podsunął mi ten temat ;-) Mianowicie odpowiedź jest bardzo prosta :-) Pracujemy nie tylko dla siebie lecz także dla innych, więc jeśli nas nie będzie to ludzie, którzy tu zostali będą mogli korzystać z naszej pracy np. zostawiamy pieniądze, pamiątki (chyba najważniejsze na świecie, które są czasami nawet w rodzinie od pokoleń), meble może nawet i mieszkania lub domy dając tym samym szansę naszym bliskim na lepsze życie w przyszłości. Wszystko co robimy prowadzi nas dokądś. Jeśli jesteś piosenkarzem lub aktorem to twoje produkcje zostają dla przyszłych pokoleń, obrazy to samo, ponieważ ktoś kiedyś może polubić coś co teraz nikt nie docenia. Żyjesz nie tylko dla siebie lecz także dla innych ;-) Życie dołuję nas tym, że tak krótko trwa. Można czasami odnieść wrażenie, że życie jest za krótkie i nie zdążymy nic zrobić ale to my tak myślimy i nie musi tak być... Powinniśmy przynajmniej na jeden dzień zostać takimi optymistami, ponieważ to super przeżycie :-) Ważne jest także znaleźć w życiu pasję, hobby lub zainteresowanie, ponieważ wtedy życie wydaje się lepsze i się rozwijamy a to daje nam jakieś możliwości. Nie zrobimy wszystkiego co się da w życiu, ponieważ to praktycznie nie możliwe. Powinniśmy wszyscy usiąść sobie wygodnie z kartką lub jakimś zeszytem w ręku i długopisem i zapisać wszystko to co chcemy zrobić w naszym życiu zanim zabraknie nam czasu. Trzeba brać życie całymi garściami i nie przejmować się tym, że coś nie wyjdzie. Skoro narzekamy na to, że jest nudno (nie mówię, że wszyscy, ponieważ niektórym odpowiada takie spokojne, monotonne życie bez większych niespodzianek) to powinniśmy coś zmienić, prawda? Spróbować czegoś nowego lub gdzieś wyjechać, zająć się czymś nowym, poszukać jakiegoś hobby lub zainteresowania. Jeśli nie wiemy czego od życia oczekujemy to nie powinniśmy narzekać, bo to my nim kierujemy i jeśli nam się coś nie podoba to my to coś powinniśmy zmienić. Nie oczekujmy, że coś zrobi się samo.
.