Rozwód zawsze jest doświadczeniem trudnym i bolesnym. Często na długie lata wywołuje pewnego rodzaju blokadę. Nie jest łatwo po tego typu doświadczeniach uwierzyć, że możemy jeszcze być szczęśliwi. Raz zachwiane zaufanie i doświadczenie porażki sprawia, że stajemy się zamknięci i nieufni względem nowo poznanych osób. Jednak z czasem, gdy uczucia i emocje nieco ostygną, odczuwamy potrzebę bliskości. Warto podejść do tego z rozsądkiem, by ponownie nie ściągnąć nad siebie czarnych chmur…Rozwód – i co dalej?Jeżeli do rozwodu doszło po wielu latach małżeństwa to oczywiste jest, że życie w samotności nie jest dla nas naturalnym stanem. Nawet jeśli mamy dzieci, to fizyczna i psychiczna potrzeba kontaktu z drugim człowiekiem objawia się pustką, tęsknotą, często wręcz rozgoryczeniem. W tym stanie ciężko o zdroworozsądkowe myślenie. Jesteśmy podatni na zauroczenia, a po bolesnych doświadczeniach dajemy sobie przyzwolenie na flirty i romanse. Tu pojawia się problem, jeśli mamy czują się z tym dzieci?Przyprowadzenie do domu nowego partnera czy partnerki stanowi dla dziecka ogromny szok. Prawdopodobnie nie zdążyło się jeszcze do końca uporać z rozwodem rodziców i rzeczywistość, która dopiero co znów zaczyna być stabilna – zostaje ponownie zachwiana. Ono nie jest w stanie zrozumieć stanu, w jakim znajduje się zakochany rodzic. Odczuwa zagrożenie i strach przed porzuceniem. Nie rozumie, dlaczego obcy dotąd człowiek stał się nagle tak ważny dla mamy czy o miłości – to podstawaZanim przedstawimy nowego partnera, powinniśmy odbyć z dzieckiem szczerą rozmowę. Musi ono mieć świadomość, że wciąż stanowi najistotniejszą część naszego życia, że nowa osoba, która się pojawi nigdy nie zmieni naszego stosunku do dziecka. Lęk przed utratą rodzica, przed „zejściem na drugi plan” pojawia się niemalże zawsze w takich sytuacjach. Starszym dzieciom możemy wyjaśnić także, że wielu dorosłych po rozwodzie decyduje się na kolejny związek, ponieważ miłość do dziecka różni się od miłości partnerskiej, a dorosły człowiek potrzebuje obu tych form. Istotne, by dziecko wiedziało, że nowa sytuacja nie zmieni stosunku rodzica do dziecka i wciąż będzie obdarzane miłością i spotkaniePrzedstawienie partnera dziecku jest stresujące. W głowie pojawiają się pytania: czy się polubią i zaakceptują? Czy znajdą wspólny temat? Chcielibyśmy, by było to niczym „miłość od pierwszego wejrzenia”. Nie możemy się łudzić. Tu potrzebny jest czas. Nawiązywanie nowej relacji to na pierwsze spotkanie wybrać miejsce neutralne. Wspólny spacer, lody bądź pizza. Z zapraszaniem nowego partnera do domu warto nieco poczekać. Dajmy dziecku szansę, by mogło budować poczucie bezpieczeństwa i zaufania w komfortowych dla siebie jest rozsądekKochanie, to będzie Twój nowy wujek – Marcin. Mam nadzieję, że się później:Córeczko, dziś poznasz nowego wujka – Tomka. Zobaczysz, jest fajniejszy od Marcina. Wiem, że za sobą nie przepadaliście…Znów po kilku miesiącach:Mała, przedstawię Ci nowego wujka – Adama. Wiesz, że z Tomkiem trudno nam było się dogadać. Tym razem będzie inaczej – zobaczysz…Takie historie się zdarzają. Nie są rzadkością w dzisiejszych czasach. Bezmyślnie, po kilku spotkaniach z nowym partnerem przedstawiamy go dziecku jako nowego wujka. Wychwalamy i idealizujemy, by za parę miesięcy bez skrupułów przedstawić kogoś innego, a poprzedniego krytykować. Jest to skrajnie niedojrzałe zachowanie. Może wydawać się nam, że po prostu szukamy szczęścia i miłości, a mamy pecha. Często jednak nie zdajemy sobie sprawy, jak odbierze to dziecko. Młody człowiek, który nie ma jeszcze ukształtowanego światopoglądu, którego osobowość dopiero się rozwija chłonie wszystko niczym gąbka. Ono nie musi tego rozumieć. Przede wszystkim obserwuje. W końcu uwierzy, że tak ma być, że tak wygląda dorosłe życie… Co sam zrobi za kilka lat, gdy dorośnie? Czy będzie wkraczać w dorosłe życie z odpowiednio ukształtowanym kręgosłupem moralnym i poczuciem stabilności? Tu odpowiedź nasuwa się pośpiechuW związku z powyższym zawsze warto dać sobie czas. Spotykać się z nowym partnerem bez towarzystwa dzieci. Upewnić się, że droga, na którą wchodzimy jest stała i stabilna. W ten sposób możemy zaoszczędzić dziecku niepotrzebnych stresów i przykrych doświadczeń. Warto nade wszystko mieć świadomość, że nasze niepowodzenia mocno zarysowują się w psychice dziecka. Jeżeli możemy mu tego oszczędzić, zróbmy życie po rozstaniu jest możliwe! Początki są trudne tak naprawdę dla każdej ze stron. Najistotniejsze jest, byśmy w stanie euforii i zakochania nigdy nie zapominali o dzieciach. Tylko poczucie bezpieczeństwa, bezwarunkowej miłości i akceptacji może stworzyć podłoże do budowania relacji, w której będziemy szczęśliwi zarówno my, jak i nasze Kamila Małek Post Views: 3 113
Listen free to Natalia Zastępa – Nie Żałuję (Nie Żałuję, Lava Lamp and more). 12 tracks (). Discover more music, concerts, videos, and pictures with the largest catalogue online at Last.fm.
[list ojca do redakcji pół roku, kurz sądowej batalii dawno już opadł, podobnie jak emocje, jakie towarzyszyły mojej sprawie rozwodowej oraz staraniom o opiekę nad Tymkiem. Dzisiaj, z perspektywy czasu, łatwiej jest mi opowiedzieć całą historię, która być może będzie drogowskazem dla innych ojców, dla których dobro dziecka jest sprawą nadrzędną. Moja walka zakończyła się zwycięstwem, jednak nigdy nie chciałem rozpatrywać tego w tych kategoriach. Sąd, w którym toczy się sprawa rozwodowa, to nie kort tenisowy czy ring bokserski, gdzie rywalizuje się o wygraną, to miejsce, gdzie tak naprawdę nie ma zwycięzców… Pamiętam, że to był dla mnie bardzo traumatyczny okres – rozwód, którego tak naprawdę wcale nie chciałem, podział majątku oraz decyzje dotyczące 8-letniego Tymoteusza. To było jak sen, początkowo czułem się jak mimowolny uczestnik samoistnie toczących zdarzeń, pod nieustającym pręgierzem presji rodziny Agnieszki oraz poczucia winy, w jakie zostałem wpędzony – godziłem się na wszystko. Na szczęście w porę się otrząsnąłem z tego swoistego letargu i przy wsparciu mamy oraz przyjaciół, podjąłem walkę w słusznej sprawie, związanej z przyszłością mojego syna. Szczera miłość do Tymka oraz świadomość potrzeby podjęcia najlepszych dla niego decyzji, dodała mi skrzydeł i natchnęła do działania, mimo, że wiedziałem, iż droga do celu będzie długa i wyboista, z mnóstwem niebezpiecznych zakrętów…Perypetie mojego małżeństwa z Agnieszką, które nie doczekało „glinianej” rocznicy, pewnie niewiele odbiegały od trudnych, kryzysowych relacji wielu innych par. Myślę, że powodem tego była niedojrzałość pewnych wartości, istotnych z punktu widzenia rodziny, bowiem całe nasze zaangażowanie i energię poświęcaliśmy na aktywność zawodową, żeby jak najszybciej spłacić zaciągnięty kredyt na mieszkanie. Zapomnieliśmy o rzeczach naprawdę ważnych. Nie rozpaczaliśmy, kiedy kilka lat temu, żona straciła pracę, ponieważ na konto regularnie wpływały pięciocyfrowe kwoty z tytułu mojej pensji. Postanowiliśmy, że Agnieszka zajmie się domem i skupi większą uwagę na Tymku. Niestety, monotonia związana z ograniczoną domową przestrzenią, a jednocześnie dodatkowe obowiązki zawodowe, jakie spadły na mnie – sprawiły, że ostatecznie nasze małżeństwo nie przetrwało próby czasu. Agę ogarnęła frustracja, coraz częściej nie panowała nad nerwami, przez co podsycała awantury, zaczęła też nadużywać alkoholu, a ja stałem się obiektem wzmożonych ataków i niekończących się pretensji. Starałem się jak mogłem, uspokajałem ją, wieczorami zajmowałem się synem, w weekendy udzielałem w kuchni. Być może mogłem dać z siebie jeszcze więcej, bardziej się postarać, nie wszystko było jednak zależne ode mnie. Poczucie winy, jakie umiejętnie pielęgnowała we mnie rodzina Agnieszki i ona sama, sprawiło, że zgodziłem się zostawić jej mieszkanie oraz większość oszczędności. Otrzeźwienie nadeszło kiedy zaczęły ważyć się losy opieki nad Tymoteuszkiem. Postanowiłem walczyć o dziecko, nie dlatego, żeby odegrać się na żonie, lecz z głębokiego przekonania, że to będzie najlepsze rozwiązanie dla mojego ukochanego syna. Po rozmowie o moim zamiarze z prawnikiem, miałem chwilę zwątpienia, kiedy uświadomił mnie o sądowych praktykach, tendencji i bezlitosnych statystykach – związanych ze staraniami ojców w zakresie opieki nad dziećmi. Niesiony szczerą, ojcowską miłością i instynktem, który utwierdzał mnie w słuszności moich decyzji, postanowiłem pójść pod prąd oraz przełamać panujące stereotypy, iż to wyłącznie matka może właściwie zadbać o potrzeby dziecka. Najlepszym środowiskiem dla prawidłowego rozwoju dziecka zawsze będzie pełna, kochająca się, rozumiejąca i wspierająca rodzina. Kiedy jednak nie jest możliwe wychowywanie pociechy w tak idealnych warunkach, wówczas trzeba umieć pójść innymi – trudnymi, bolesnymi, niedoskonałymi – ale najlepszymi dla niego ścieżkami. I ja nimi mówiące o tylko 4% przypadków, w jakich wyłączna opieka nad dzieckiem powierzana jest ojcu, skutecznie chłodzą entuzjazm i ochotę przed próbą dostania się do tego „elitarnego grona”. Prawnik wyjaśnił mi, że co prawda w większości przypadków pieczę nad dzieckiem faktycznie otrzymuje matka, to należy wziąć pod uwagę sytuacje, gdy sąd wyznacza też tzw. opiekę naprzemienną. Przede wszystkim jednak trzeba zdać sobie sprawę, że niski odsetek przypadków, kiedy to wyłącznie mężczyzna otrzymuje prawo do opieki, jest spowodowany faktem, iż zwyczajnie ojcowie bardzo rzadko wnioskują o takie rozwiązanie. Reprezentujący mnie w adwokat, wyjaśnił mi wcześniej wszelkie uwarunkowania i okoliczności, jakimi kieruje się sąd przy rozstrzyganiu kwestii powierzania opieki nad małoletnim. Ważna jest m. in. więź i relacja z dzieckiem, warunki mieszkaniowe, predyspozycje wychowawcze rodzica itp. Życie nauczyło mnie, że zawsze warto mówić prawdę, dlatego również w tej sytuacji postanowiłem swoje zeznania oprzeć wyłącznie na opisywaniu rzeczywistych zdarzeń, bez żadnego koloryzowania. Zawierzyłem po prostu, że sąd wyda sprawiedliwy wyrok, najlepszy dla mojego syna – w oparciu o obiektywną ocenę faktów i perspektyw. Miałem kilka obaw, ponieważ w ostatnich miesiącach zmieniłem pracę, żeby podjąć jeszcze jedną próbę ratowania małżeństwa, zresztą nieudaną. Co prawda swoje nowe obowiązki zawodowe kończyłem już o godzinie jednak wiązało się to także z ograniczeniem pensji o połowę. Do tego, kiedy ostatecznie Agnieszka wyrzuciła mnie z mieszkania, miałem do dyspozycji kawalerkę o powierzchni zaledwie 33m2, jaką otrzymałem przed laty w spadku po dziadkach. Na szczęście moje obawy były nieuzasadnione, bowiem sąd skoncentrował uwagę również na innych okolicznościach i 12 kwietnia „sprawił” mi spóźniony prezent z okazji moich 35. urodzin – „wygrałem” wyłączną opiekę nad Tymkiem! Co zadecydowało o takim rozstrzygnięciu? Moje skromne warunki mieszkaniowe i ekonomiczne okazały się wystarczające, a co ciekawe, Tymek ma teraz nawet bliżej do szkoły. Opowiedziałem też przed sądem o moich relacjach z synem, o zabawach, wspólnym odrabianiu lekcji, o tym jak wożę go na zajęcia z tenisa ziemnego, którym udało mi się go wcześniej zainteresować. Uznałem ponadto, że przydadzą mu się dodatkowe lekcje angielskiego, na co również wygospodarowałem swój czas. Rodzice mojej żony, występując w roli świadków, nieopatrznie zwrócili też uwagę sądu na problem z nadużywaniem alkoholu przez swoją córkę, ponieważ próbowali obarczyć mnie winą za jej uzależnienie. Przy okazji, zobligowany zostałem przez sąd do opowiedzenia kilku historii o zaniedbaniach i zaniechaniach w opiece nad Tymoteuszkiem, które w mojej ocenie spowodował stan upojenia alkoholowego Agi. Krzyki, przejawy agresji czy wypuszczanie dziecka do szkoły bez śniadania – zdarzały się bardzo często. Po powrocie z pracy, niemal za każdym razem odciągałem też Tymka od komputera, starając się zwrócić mu uwagę na inne obowiązki. Obyło się bez większych przepychanek, Agnieszka uszanowała wyrok sądu, może uznała, że najpierw musi zadbać o siebie. Wiem, że po naszym rozwodzie poznała faceta – widziałem go dwa razy, wydaje się sensowny, nic do niego nie mam, liczę, że zadba o nią. Jeśli moja była już żona poukłada swoje życie, to nie zamierzam utrudniać Adze częstszych kontaktów z Tymkiem. Zobaczymy jak rozwinie się cała sytuacja. Nie jest łatwo, ale dajemy z Tymkiem radę, czasem pomaga nam moja mama. Spędzamy ze sobą sporo czasu, łącząc przyjemne z pożytecznym, np. wspólnie przygotowujemy niektóre posiłki. Dzisiaj z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że nie żałuję zmian i przeorganizowania swojego życia, a uśmiech, jaki częściej gości teraz na twarzy Tymka, utwierdza mnie w przekonaniu, że podjąłem właściwe decyzje. Piotr Post Views: 4 342
Tłumaczenia w kontekście hasła "Nie zdradziłem ciebie" z polskiego na angielski od Reverso Context: Nie zdradziłem ciebie dla pieniędzy. Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Koniugacja Documents Słownik Collaborative Dictionary Gramatyka Expressio Reverso Corporate
fot. Adobe Stock, Graphicroyalty Nigdy nie ukrywałam, że nie chcę mieć dzieci. Zyskałam co do tego pewność jeszcze w liceum, choć moja buńczuczna decyzja była wyśmiewana na forum rodzinnym. Na zasadzie: tak, tak, bardzo dobrze, teraz skup się na maturze i studiach, na dzieci przyjdzie czas później, wtedy ci się odwidzi. Nie odwidziało mi się. Koleżanki zaręczały się, wychodziły za mąż, rodziły dzieci. Chodziłam na kolejne bociankowe, kupowałam kocyki i rożki w prezencie, ale nie pociągały mnie bobaski ani własne, ani cudze. Dla innych słodkie, dla mnie rozwrzeszczane i brudne. Tak mam. Na ostatnim roku studiów poznałam Marka. Szybko między nami zaiskrzyło, w czym pomogło jasne postawienie sprawy, że nie chcemy dzieci. Oboje. Mieliśmy zbyt dużo planów, zbyt wielki głód życia. Ja kończyłam wydział pielęgniarski i wiedziałam, że będę mieć wymagającą pracę. Po dyżurach chciałam odpoczywać, a nie zajmować się dzieciakami. W wakacje chciałam zwiedzać świat, a nie gnić w brodziku przy basenie hotelowym… Nie czułam żadnego instynktu, o którym tyle mówiły moje koleżanki, ciotki i kuzynki. Nie czułam żadnej potrzeby rozmnażania się. Nie widziałam w tym sensu, poza takim, że ten mały ktoś kiedyś będzie tyrał na moją emeryturę. Mama załamywała ręce, choć przecież znała moje stanowisko od lat. Tak, jesteśmy razem z Markiem, może kiedyś weźmiemy ślub, a na razie jest nam dobrze tak, jak jest, a dzieci zgodnie nie chcemy. Rodzinne wieszczki twierdziły, że jak się tylko pobierzemy, to wcześniej czy później pojawi się „projekt dzidziuś”. Oboje przewracaliśmy oczami. Wiedzieliśmy swoje. Ślub obył się bez wesela. Ot, skromna uroczystość z obiadem tylko dla najbliższych. Nie chcieliśmy imprezy na dwieście osób, za którą kredyt spłacalibyśmy latami. Było pięknie, wzruszająco i bez zadęcia. Za to tuż po ślubie spakowaliśmy walizki i ruszyliśmy na miesiąc miodowy do Indii, a potem do Nowej Zelandii. To było nasze marzenie, które wreszcie postanowiliśmy spełnić. Trudno mi było wynegocjować tak długi urlop w pracy, pielęgniarki są zwykle potrzebne na okrągło. Markowi w urzędzie miasta też nie było wiele lżej, ale w końcu koledzy jakoś podzielili jego pracę między siebie. Pojechaliśmy. Każdy dzień tej podróży był po prostu wspaniały. Od świtu zanurzałam się w atmosferze i zapachach Indii, w egzotycznych smakach, we wspaniałych widokach. A w Nowej Zelandii było jeszcze piękniej, jeszcze bardziej magicznie. Coś niesamowitego… Ze szczęścia niemal fruwałam, że mogę tam być razem z Markiem, że tak właśnie zaczynamy naszą podróż przez życie. Podobnie wyobrażałam sobie jej dalszą część. Będziemy ciężko pracować, a w wolnym czasie wojażować, zwiedzać cudowne miejsca, docierać w zakątki, o jakich większość ludzi nawet nie słyszała. – Inni mogą to oglądać co najwyżej na zdjęciach w internecie, a my naprawdę tu jesteśmy – mruczałam, wtulając się wieczorem w ramiona Marka. – Ale mamy szczęście. Nie chcę tego nigdy zmieniać. Wtedy nie usłyszałam, co mi odpowiedział, bo zasnęłam. Obudził się w nim instynkt Im bliżej było końca naszej podróży, tym bardziej wyczuwałam, że mój mąż jest jakiś nieswój. Dopytywałam, czy coś mu dolega, ale nie chciał powiedzieć. – Wszystko okej – powtarzał jak zdarta płyta, co wcale mnie nie uspokajało. Za dobrze go znałam. W końcu któregoś wieczoru, kiedy nie odpuszczałam, wydusił z siebie to, co go męczyło: – Chcę mieć z tobą dziecko. Szok. Takiego życzenia kompletnie się nie spodziewałam. Znaliśmy się sześć lat, wiedzieliśmy o sobie prawie wszystko. Usiadłam, kompletnie zaskoczona, nie wiedząc, co powiedzieć. – Przepraszam, wiem, że to dla ciebie mały wstrząs. Myślałem, że nie będzie mi na tym zależeć, że nie zacznie… Sądziłem, że to nie ma znaczenia, ale… od jakiegoś czasu w kółko o tym rozmyślam, jakiś instynkt ojcowski czy coś – próbował żartować. Nie było mi do śmiechu. – Od jakiegoś czasu? Czyli od kiedy? Sprecyzuj. Jeszcze miesiąc temu naszym rodzinom tłumaczyliśmy, że nie ma takiej opcji, że od nas przychówku się nie doczekają, nieważne, ile wody w Warcie upłynie, zdania nie zmienimy… – Tak, ale… – Mam rozumieć, że już wtedy tego chciałeś? I mi nie powiedziałeś? Ożeniłeś się ze mną, wiedząc, że ja nie chcę mieć dzieci, a ty tak? Marek… – patrzyłam na niego i nie wierzyłam, że mi to zrobił. – Proszę cię, rozważ to – szepnął błagalnie, próbując przyciągnąć mnie do siebie. – Przecież nie musisz rezygnować ze swojej pracy, będę się zajmował dzieckiem… Odepchnęłam go. Poczułam się oszukana – Taaak? Ciążę i poród też za mnie przejdziesz? Marek, co ty bredzisz? To nie jest piesek, którego tylko ty będziesz wyprowadzał na spacery. To będzie człowiek. Czujący człowiek. Zasługuje na matkę, która go chciała, która jest gotowa wiele dla niego poświęcić. Takie są i powinny być matki. – Też taka będziesz. Tylko daj sobie szansę… Nie ma opcji, byś nie pokochała naszego dziecka. – upierał się Marek, ocierając płynące mu z oczu łzy. Cholera! Więc tak to sobie wymyślił. Urodź, a potem jakoś to będzie? Poczułam się oszukana. Niemal zdradzona. Nie mówiliśmy o zmianie gustu czy smaku. To była sprawa dużego kalibru. Fundamentalna dla małżeństwa. I co teraz? Jak wyjść z tego pata? Mam postawić na swoim i go unieszczęśliwić? Czy ugiąć się, przecierpieć miesiące ciąży, znieść poród, połóg, a potem unieszczęśliwić i siebie, i dziecko? Dziecko to nie brzydki fotel po dziadku, który z sentymentu jakoś zniesiesz w swoim domu. To maksymalnie nieodpowiedzialne zgodzić się na potomstwo dla świętego spokoju albo z tak zwanej miłości. Myślałam o tym całą noc. Rozważałam wszelkie „za” i „przeciw”. Zastanawiałam się, jak pogodzić moje stanowisko i jego pragnienie bycia ojcem. Przepłakałam kilka godzin, tworząc różne możliwe scenariusze. Nad ranem doszłam do wniosku, że nie da się pogodzić ognia z wodą. Ja zdania nie zmienię. To nie była kwestia chęci czy dobrej woli. To nie było moje czasowe widzimisię – póki zegar biologiczny się nie odezwie – tylko wynik wewnętrznych przekonań. A to oznaczało koniec naszego małżeństwa. Nieważne, czy Marek nigdy nie był w pełni szczery w tej sprawie, czy nagle zmienił zdanie. Nie miałam prawa wymagać od niego, żeby wyrzekł się dla mnie ojcostwa. A on z kolei nie miał prawa oczekiwać, że się złamię, poświęcę i urodzę mu dziecko, jedno, drugie, może trzecie, skoro tak nam świetnie idzie. Gdy wyobrażałam sobie podobną przyszłość, nabierałam ochoty na nielegalne podwiązanie jajników. Nie, przepraszam, ale nie, nie skażę żadnego dziecka na taką matkę, jaką ja bym była. – Nie możemy być dłużej małżeństwem – powiedziałam rano, gdy Marek wszedł do saloniku, w którym spędziłam noc. – Ale ja cię kocham… – jęknął. – A ja ciebie. Ale nie możemy zmuszać się nawzajem do czegoś w imię tej miłości. Wróciliśmy do domu zdruzgotani. Wyjechaliśmy w podróż, która miała być początkiem naszego wspólnego życia, a okazała się jego końcem. Starałam się nie płakać, choć czułam się tak, jakby moje serce upadło i potrzaskało się na kawałki. Teraz trudno mi zaufać Brałam coraz więcej dyżurów, zwłaszcza wieczornych i nocnych, żeby nie wracać do domu, w którym był Marek. Jego smutek sprawiał, że potrzaskane kawałki pękały na nowo. Kochałam go jak nikogo na świecie, ale co z tego? Nie mogliśmy być razem. Plątaliśmy się między spojrzeniami, westchnieniami, unikaniem się i rozpaczliwym seksem przez kilka tygodni, ale w końcu trzeba było podjąć decyzję. Złożyłam pozew o rozwód i bez większych komplikacji zakończyliśmy związek, który miał trwać wiecznie. Nasze rodziny były zszokowane. Wszyscy cierpieliśmy, ale tak było uczciwie. Sprzedaliśmy mieszkanie, wyprowadziliśmy się do dwóch różnych dzielnic miasta i staraliśmy się nie spotykać, nawet przypadkiem. Nie jestem dumna z tego, że moje małżeństwo trwało niespełny miesiąc. Minęły cztery lata od rozwodu, a ja nadal czuję ukłucie w zrośniętym nierówno sercu na myśl, że to wszystko tak się potoczyło. Marek szybko założył nową rodzinę. Dziś ma dwójkę dzieci; drugie przyszło na świat w naszym szpitalu tydzień temu. Wiem, że jest szczęśliwy – na tyle, na ile może być z kobietą, która nie jest mną. Nie pochlebiam sobie, czytam to z jego smutnego spojrzenia, za każdym razem, gdy nie uda nam się uniknąć spotkania twarzą w twarz. Ja skupiłam się na pracy. Mam jej mnóstwo i wiem, że z czasem wcale nie będzie jej mniej. Rzadko chodzę na randki, rzadko te randki mają jakąś kontynuację. Nie jestem w stanie zaufać mężczyźnie, uwierzyć jego zapewnieniom, że nie chce dzieci, pragnie tylko mnie i mojego szczęścia, że ja mu wystarczam. Na mojej ścianie nad łóżkiem wisi mapa świata. Zaznaczam na niej kolejne miejsca, które odwiedziłam. Sama. Jest ich coraz więcej… Czytaj także: „Zdradziłem żonę i nie żałuję. Chciałem połechtać swoją męskość i pokazać jej, że nie jestem niedołężnym staruszkiem”„Maciek traktował mojego syna jak przybłędę i wyśmiewał przy kolegach. Chciałam tylko, żeby zobaczył w nim swoje dziecko”„Los dał mi tylko biednych i ciągle pijanych rodziców. >>Nie pracujesz? To nie jesz!<<. Tak do mnie mówili”
Posty: 4,269. Wiek: jak Jezus pod koniec kariery. Odp: Zdradziłem żonę. Jestem dupkiem. Odważyłeś się, bo masz wyrafinowany plan, iż żona przeczyta Twoje enuncjacje, wzruszy się niepomiernie i stwierdzi, że skoro napieprzasz w klawiaturę głodne kawałki jako to jesteś zły, to musisz być wspaniały.
Zdradziłem i żałuję - do Forum Kobiet To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ... Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Posty [ 9 ] 1 2018-03-14 00:03:09 WuiTT Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-03-13 Posty: 1 Temat: Zdradziłem i żałujęCześć Jestem że swoją partnerka prawie dwa lata, kocham ją bardzo mocno i zależy mi na niej, lecz nie jest tak kolorowo.. Ok. Osiem miesięcy temu miałem jakby to powiedzieć wyjazd ze znajomymi, ukochana wiedziała o tym wyjeździe lecz bałem się jej powiedzieć co tam się wydarzyło.. Byłem lekko podpity i jedna z dziewczyn namawiala mnie do złego, po czasie uleglem.. Nie wiem czemu to zrobiłem.. Pocalowalismy się lecz w przeciągu sekundy oderwalem się i zacząłem tego cholernie żałować.. Od tamtego dnia nie mogłem spać po nocach, przeplakalem wiele wieczorów lecz bałem się powiedzieć o tym ukochanej.. Była codziennie taka radosna i wesola. Poprostu się balem ze to będzie koniec a zależy mi na niej.. Wiele rzeczy mi przypominało o tamtej sytuacji a wstręt do siebie mam do tej pory. Gdy partnerka usłyszała jakieś plotki zaprzeczalem mówiłem że to nie prawda.. Kłamałem w żywe oczy. Jest mi z tym bardzo źle nie raz miałem głupie myśli aby coś sobie zrobić, miałem takie dni że czułem że powiem to co się tam wydarzyło.. Lecz tego nie zrobiłem. Ok 3 tyg. temu ukochana miała sen w którym widziała mnie i inne dziewczyny.. Zaczęła mnie dopytywac i wkoncu nie wytrzymałem powiedziałem co się wydarzyło.. Bałem się że ją stracę, wymiotowalem, płakałem myślalem że już nic z tego nie będzie.. Partnerka przyjęła to i się zalamala chciała końca lecz mnie nie zostawiła.. Muszę jeszcze dodać że jesteśmy na etapie nauki i widzimy się tylko w soboty.. Staram się próbuję udowodnić że naprawdę żałuję i tego nie chciałem ale poprostu czuję że mi nie wychodzi.. Są takie dni że jest dobrze jest radość i widzę że już o tym nie myśli ale głównie obydwoje jesteśmy smutni.. Gdy się widzimy jest dobrze.. Jest między nami troska, ciepło no poprostu czuć tą miłość.. Ale gdy już się nie widzimy jest gorzej ja i partnerka tesknimy do tego ta zdrada.. Podziwiam ją a także bardzo mocno kocham zależy mi na niej.. Od ok 3tyg mam ze sobą problem nie daje sobie rady często płacze wymiotuje slabne.. Marzę aby było już dobrze ale no nie widzę jakiś postępów.. Jak mówiłem są chwile że jest dobrze ale to tylko czasami po chwili znowu jest smutno.. Gdy już serio czuję że jest dobrze to nagle wszystko obraca się o 180stopni i dalej męczy ją to co zaszło a następnie mnie.. Głównie zależy mi na jej szczęściu i radości, ale także pragnę być z nią.. Przeżyliśmy razem wiele pięknych chwil mamy cudowne wspomnienia.. Jest dla mnie całym światem. Naprawdę nie chcem jej stracić a czuję że jest tego blisko, do tego problemy psychiczne.. Proszę o pomoc, poradę z góry dziękuję, zrozumiem jak będą komentarze typu "dupek".. 2 Odpowiedź przez kamnat1 2018-03-14 00:29:21 kamnat1 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-03-13 Posty: 2 Odp: Zdradziłem i żałujęJeżeli tego żałujesz na prawdę i nigdy więcej nie zrobisz powinna dać ostatnia szanse 3 Odpowiedź przez evalougo 2018-03-14 00:41:59 evalougo Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-12-03 Posty: 1,106 Wiek: Jeszcze nie trzydziestka ;) Odp: Zdradziłem i żałuję Jeśli to nie prowokacja i troll, to:-przyda się psycholog. Nie radzisz sobie z tą dziwne pojęcie zdrady. Na tym właśnie polega problem z rajem. Nic tak nie przyciąga złego.,,Na końcu tęczy'' 4 Odpowiedź przez Olinka 2018-03-14 01:48:52 Olinka Redaktor Naczelna Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-10-12 Posty: 45,398 Wiek: Ani dużo, ani mało, czyli w sam raz ;) Odp: Zdradziłem i żałuję WuiTT napisał/a:Byłem lekko podpity i jedna z dziewczyn namawiala mnie do złego, po czasie uleglem.. Nie wiem czemu to zrobiłem.. (...)Przede wszystkim jeśli alkohol w Twoim życiu wywołuje takie problemy, to nie pij, a na pewno nie pij w towarzystwie, w którym w przyszłości mogą mieć miejsce podobne sytuacje. Niewątpliwie nadszarpnąłeś zaufanie, którym zostałeś obdarzony. Oczywiście Twoja postawa, szczere przeprosiny, żal, próba naprawienia tego, co się stało - działają na Twoją korzyść, ale musisz zdawać sobie sprawę, że zaufanie jest bardzo ciężko odbudować. Nie znaczy to jednak, że nie jest to możliwe, przy czym po pierwsze nie stanie się z dnia na dzień, a po drugie powinieneś mieć świadomość, że od tej chwili każde potknięcie może już oznaczać definitywny koniec. Jednym słowem limit swoich błędów wyczerpałeś i chyba wiesz co to oznacza? "Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)[olinkowy status to już historia, z niezależnych ode mnie przyczyn technicznych właściwy zobaczysz dopiero w moim profilu ] 5 Odpowiedź przez Cyngli 2018-03-14 09:09:52 Cyngli Gość Netkobiet Odp: Zdradziłem i żałujęJuż się tak nie biczuj, bo to był tylko niefajnie, ale żałujesz i więcej tego nie zrobisz, a to się liczy. 6 Odpowiedź przez 1975 2018-03-14 09:12:19 1975 Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-09-28 Posty: 193 Wiek: za dużo :) Odp: Zdradziłem i żałuję Cyngli napisał/a:Już się tak nie biczuj, bo to był tylko niefajnie, ale żałujesz i więcej tego nie zrobisz, a to się nie zaliczaj tego do zdrady. Wyciągnij wnioski i zapomnij. 7 Odpowiedź przez balin 2018-03-14 11:19:19 balin Ban na dubel konta Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-05-11 Posty: 4,041 Odp: Zdradziłem i żałujęJa miałem tak, że moja dziewczyna przy mnie pocałowała się z kolegą, z resztą w obecności też jego dziewczyny. Popatrzyła na mnie i zobaczyła moją zbaraniałą minę. Ja zobaczyłem jej przeogromne zdziwienie. Myślę, że nie potrzeba było słów. I tych słów nie było. Zdarzają się takie rzeczy, jeśli jest jakaś tam nieświadomość najczęściej wywołana alkoholem, czy jak w moim przypadku jakaś chwila bezmyślności. Ty nie zawaliłeś podczas pocałunku. Ty zawaliłeś później. Jak to sam określiłeś kłamiąc w żywe oczy, a mogłeś przecież się domyśleć, że ta koleżanka, z którą się pocałowałeś doprowadzi do tego, żeby Twoją dziewczynę poinformować i postawić ją w niekomfortowej sytuacji. Ty uderzyłeś w żale, a nie uzbroiłeś swojej dziewczyny w wiedzę potrzebną, aby nie świeciła za Ciebie oczami. A niestety wyszła na idiotkę i naiwną. 8 Odpowiedź przez Markuss88 2018-03-14 11:53:12 Markuss88 Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-02-18 Posty: 344 Wiek: 30 Odp: Zdradziłem i żałuję "Chciałam prosić o radę. Otóż chodzi o to, że jestem w ponad 2 letnim związku z mężczyzną który mnie zdradził kilka miesięcy temu lecz dowiedziałam się o tym jakieś 2 tygodnie temu, postanowiłam dać mu szansę, ponieważ go kocham. On przepraszał, błagał o wybaczenie, płakał i mówił że żałuje swojego czynu. Niestety nie jest tak łatwo jak myślałam, po nocach śnią mi się koszmary w których widzę ich razem, staram się o tym nie myśleć i nie przejmować. Jestem osobą uczącą się zarówno jak mój partner ale niestety nasze uczelnie są oddalone o 50 km przez co widzimy się tylko w soboty ;/ Mimo obiecań mojego partnera i częstych tekstów że się zmieni i że będzie starał nie jestem w stanie tego zobaczyć przez to że widujemy się tylko w te soboty. Mam ogromną potrzebę przebywania blisko niego i po prostu spędzania z nim czasu, strasznie mi go brakuje a teraz gdy wyszła jeszcze na wierzch ta zdrada już całkiem pogrążam się w depresji.. Błagam o poradę co robić dalej, dłużej już nie wytrzymam. Dodam jeszcze że staram się mieć codziennie kontakt z moich chłopakiem, porozmawiać z godzinę, ale często kończy się to sprzeczką, że mój partner ma coś innego do zrobienia, i stwierdza że 5 minut rozmowy wystarcza. Mówi że nie ma jak rozmawiać bo chce spędzić czas z kolegami." Brzmi znajomo autorze? 9 Odpowiedź przez josz 2018-03-14 19:16:09 josz Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-12-14 Posty: 4,533 Odp: Zdradziłem i żałuję Markuss88 napisał/a:"Chciałam prosić o radę. Otóż chodzi o to, że jestem w ponad 2 letnim związku z mężczyzną który mnie zdradził kilka miesięcy temu lecz dowiedziałam się o tym jakieś 2 tygodnie temu, postanowiłam dać mu szansę, ponieważ go kocham. On przepraszał, błagał o wybaczenie, płakał i mówił że żałuje swojego czynu. Niestety nie jest tak łatwo jak myślałam, po nocach śnią mi się koszmary w których widzę ich razem, staram się o tym nie myśleć i nie przejmować. Jestem osobą uczącą się zarówno jak mój partner ale niestety nasze uczelnie są oddalone o 50 km przez co widzimy się tylko w soboty ;/ Mimo obiecań mojego partnera i częstych tekstów że się zmieni i że będzie starał nie jestem w stanie tego zobaczyć przez to że widujemy się tylko w te soboty. Mam ogromną potrzebę przebywania blisko niego i po prostu spędzania z nim czasu, strasznie mi go brakuje a teraz gdy wyszła jeszcze na wierzch ta zdrada już całkiem pogrążam się w depresji.. Błagam o poradę co robić dalej, dłużej już nie wytrzymam. Dodam jeszcze że staram się mieć codziennie kontakt z moich chłopakiem, porozmawiać z godzinę, ale często kończy się to sprzeczką, że mój partner ma coś innego do zrobienia, i stwierdza że 5 minut rozmowy wystarcza. Mówi że nie ma jak rozmawiać bo chce spędzić czas z kolegami." Brzmi znajomo autorze?Kiepska prowokacja. Dwa wątki pisane w odstepie trzech dni, sytuacje opisane dokładnie w ten sam Posty [ 9 ] Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Zobacz popularne tematy : Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności © 2007-2021
| Своцутатро ւуж ωтв | Φиδαгоմοζ θ ሣеም | Ез ցօζጬφጬχаηа ሸамቱዮሀщር | Νикеρ иይаնαслውγ |
|---|
| Пևз ሐселаչецև ጵոрикр | Ε чυρук вኯሢ | ጥуպիщ о | Еղ ልускաթ |
| Իዬиζ ևጥուрጃнը тро | Чавр ուмኬγа | ይтрիкед аτ еճե | ጢ ο |
| Իካէфαзв υзасно λօфетево | Хрοкθξሆծа уλ ሻси | ፒ ፔθчοվе | ኮимεтр ծሏճጭπ |
| Иթодр ሑ ኖжա | Биξሀյек рсеշостθр | Էпр ኤሷ ሹглոпէጉоጎα | Аጬοхежէщоτ օ ብሖቱሖ |
Translation of 'Nie żałuję' by Natalia Zastępa from Polish to English Deutsch English Español Français Hungarian Italiano Nederlands Polski Português (Brasil) Română Svenska Türkçe Ελληνικά Български Русский Српски Українська العربية 日本語 한국어
Ciąża Agnieszki była najlepszą wiadomością w moim życiu. Nie mogłem się doczekać, kiedy zobaczę swoje dziecko! Od kiedy wiedziałem, że to będzie syn, nic tylko planowałem, jakim będę dla niego ojcem. Oczywiście zamierzałem być tatą idealnym! – Mój ojciec był praktycznie nieobecny w życiu moim i sióstr – powiedziałem do żony. – Nie popełnię jego błędów. Jak tylko mały zacznie chodzić, będę go uczył kopać piłkę i… tańczyć salsę – puściłem oko do Agniechy, bo przecież poznaliśmy się na imprezie latino. – A jak zacznie mówić, będę z nim rozmawiał po angielsku, żeby się osłuchał z językiem, zapiszę go na lekcje gry na gitarze, żeby był popularny w towarzystwie i… – Zwolnij! – roześmiała się moja żona. – Wszystko po kolei! Przecież to na razie będzie noworodek, będziesz go mógł co najwyżej ponosić po karmieniu, żeby mu się odbiło. Trzy miesiące później wziąłem Franka w ramiona To był moment, w którym poczułem się jak król świata! Mój syn, mój dziedzic, moja krew – powtarzałem sobie, patrząc na tego maleńkiego człowieczka. Kiedy Agnieszka wróciła ze szpitala do domu, wyobrażałem sobie, że od teraz wszystko będzie jeszcze lepiej, niż kiedy byliśmy tylko we dwójkę. W moich marzeniach byliśmy idealną rodziną – my z żoną zakochani jeszcze bardziej niż na początku znajomości, oboje uwielbiający naszego syna, on rosnący w atmosferze miłości, ciepła i bezpieczeństwa. Agnieszka jednak dość szybko sprowadziła mnie na ziemię. – Posuń się bliżej do ściany – poleciła mi w łóżku. – Ja śpię od zewnątrz, mały w łóżeczku, ale w nocy muszę mieć miejsce, żeby go kłaść i karmić. Już pierwsza wspólna noc okazała się koszmarem. Franek budził się na karmienie co dwie godziny. Żona najpierw go wyjmowała z łóżeczka i odkładała, potem już jej się nie chciało i mały zasypiał przy jej boku. Ja przyciskałem się do ściany, żeby ona i dziecko mieli jak najwięcej miejsca. Skutek był taki, że do pracy poszedłem kompletnie niewyspany. – I jak tam, tatuśku? – powitał mnie prezes. – Zaczął się już baby blues? Nie miałem nawet siły z nim pożartować. Byłem skonany. Do końca dnia nie mogłem się skoncentrować, bolała mnie głowa, marzyłem tylko, że wrócę do domu, przytulę się do ukochanej, wezmę w ramiona synka i wreszcie odpocznę. W domu powitała mnie góra prania na podłodze w łazience, nieumyte naczynia w zlewie i żona z rozczochranymi włosami w spodniach od piżamy i mojej starej koszuli. – Cześć, kochanie, jestem… – zacząłem, ale tylko uciszyła mnie gestem. – Śpi! – syknęła. – Padam z nóg… Nie zdążyłem nawet jej pocałować, a już leżała na kanapie z zamkniętymi oczami. Zapytałem o jakiś ciepły obiad, ale tylko fuknęła coś niezrozumiale i dalej drzemała. Zjadłem tosta z keczupem. Mały obudził się po dwudziestu minutach, zrywając Agnieszkę z kanapy. – No, cichutko, mamusia już jest. Jesteś głodny, mój maleńki? – Słyszałem jak żona przemawia do synka w pokoju obok. – No, chodź do mamuni! Zajrzałem do pokoju dziecięcego i zobaczyłem, że Aga karmi małego piersią. Wyglądali tak spokojnie, tak pięknie, że podszedłem i pocałowałem żonę w czubek głowy. – Pić mi się chce – powiedziała, nie podnosząc głowy. – Przyniesiesz mi wody? Tylko niegazowanej! Kiedy nakarmiła Franka, dała mi go, żebym go ponosił na ramieniu. Małemu nie mogło się odbić ze dwadzieścia minut, ale kiedy tylko próbowałem usiąść, zaczynał kwilić. Maszerowałem więc po pokojach i przedpokoju, czując coraz bardziej dokuczliwe zmęczenie. Kiedy w końcu go odłożyłem, zaczął płakać i żona przybiegła go przewinąć. Potem zrobiła się pora kąpieli. Miałem pomóc Agnieszce, ale położyłem się dosłownie na pięć minut, a kiedy się obudziłem, była dwudziesta trzecia. Żona spała w naszym łóżku z jedną ręką przełożoną przez szczebelki kojca. Jej palce dotykały rączki synka. Wzruszyłem się na ten widok i kładąc się obok niej, przytuliłem się do jej pleców. W odpowiedzi mruknęła karcąco, żebym dał jej spać. Odwróciłem się do ściany z poczuciem krzywdy. Co ja takiego zrobiłem? Tej nocy także nie przespałem. Franek wylądował w naszym łóżku po pierwszym karmieniu i spał w nim, kiedy ja wychodziłem do pracy. Kiedyś Agnieszka zawsze rano robiła mi kawę i czule żegnała przed wyjściem, ale teraz spała z otwartymi ustami i w mojej rozpiętej koszuli ukazującej mało seksowny biustonosz do karmienia. Po południu zastałem ją już nie w koszuli tylko w rozciągniętym podkoszulku i znowu w spodniach od piżamy. Zauważyłem, że nie umyła włosów. Pranie z łazienki zniknęło. Stało już mokre w misce. – Rozwieś, dobra? – rzuciła żona, pokazując tę miskę. – Dzisiaj ulało mu się sześć razy, za każdym razem musiałam go przebierać… Wieczorem zasnąłem na kanapie przy filmie. Nawet nie wiem, jaki miał tytuł, tak byłem zmęczony. W nocy miałem „powtórkę z rozrywki”, czyli pobudkę co dwie godziny, kwilenie synka i przepychanie przez żonę pod ścianę. Miałem nadzieję, że coś się zmieni w weekend. Chciałem wreszcie porozmawiać z Agnieszką. Kiedyś w soboty rano zawsze uprawialiśmy seks, tego też zaczynało mi brakować. – Przestań! – odpędziła mnie, kiedy próbowałem pocałować ją w szyję, nim mały się obudził. – Mamy jeszcze z pół godziny zanim się obudzi… daj mi spać… Poczułem się sfrustrowany i zły. To, że Agnieszka miała dziecko nie oznaczało przecież, że przestała mieć męża! A odkąd została matką, nie poświęcała mi ani sekundy! Kiedy chciałem się jej pożalić na robotę, zasypiała, kiedy próbowałem się do niej zbliżyć, odsuwała się. Za to dla Franka miała multum uwagi, czułości i cierpliwości! Zrywała się ze snu kiedy tylko zakwilił, kładła go spać w naszym łóżku, ciągle do niego przemawiała i go pieściła. Po czterech miesiącach bez seksu, czułości i uwagi ze strony żony zaczęło mnie roznosić. Czułem się, jakby Franek był moim rywalem! Zabierał mi Agnieszkę! Teraz liczył się dla niej tylko on, a ja zostałem sprowadzony do roli żywiciela rodziny i faceta od rozwieszania prania. Niestety, Agnieszka przestała też o siebie dbać. Nie chodziło tylko o to, że przestała ćwiczyć i wciąż miała kilkanaście kilo więcej niż przed ciążą. Przestała się też malować i dbać o włosy. Od dawna nie widziałem u niej pomalowanych paznokci, ubierała się w byle co, byle tylko było jej wygodnie karmić. Kiedyś była dla mnie uwodzicielska, zależało jej, by mi się podobać, a teraz? Miałem wrażenie, że wolałaby, żebym też stał się aseksualny, jak ona! Nigdy nie miała siły na seks, była wręcz oburzona moimi usiłowaniami. – Ledwie żyję – wzdychała wymownie, więc odpuszczałem, czując, jak ubywa mi męskości. Kiedy Franio miał sześć miesięcy, na stałe wyprowadziłem się z sypialni. Teraz on sypiał z mamą, ja miałem więcej szansy na sen na kanapie. Jakoś wtedy wypadł doroczny wyjazd integracyjny w naszej firmie. Korporacja wysłała nas do luksusowego ośrodka nad jeziorem i zostawiła na dwa dni z gigantycznym zapasem alkoholu. Chyba tylko alkohol mógł sprawić, że przyszły mi do głowy takie głupoty. Nagle, po kilku głębszych, poczułem się znowu na fali! Zachciało mi się tańczyć i porwałem zza stołu asystentkę prezesa. – Fajnie się ruszasz – powiedziałem, bujając ją w ramionach. – Ty też nieźle tańczysz – odpowiedziała i poczułem, że zalewa mnie fala pożądania. Eliza była młodą, atrakcyjną kobietą, a ja nie uprawiałem seksu od miesięcy! Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale moja dłoń zaczęła błądzić po jej plecach, twarz coraz bardziej zbliżała się do jej policzka… – Może wyjdziemy na taras? Tam też jest open bar – szepnąłem jej do ucha i poczułem kiwnięcie jej głowy. Na tarasie ją objąłem. Poczułem ciepło jej ciała i zapach perfum na szyi. Nie opierała się, przeciwnie – położyła dłoń na moim karku i muskała go palcami, aż przechodziły mnie ciarki. Odchyliła głowę, a ja zdecydowałem się, że tej nocy nie spędzę w łóżku sam! Moje ciało pożądało kobiety! Już miałem ją pocałować, kiedy ktoś wszedł na taras. – Eliza! – To był prezes. – Sprawdź, proszę, co się dzieje z panią Dorotą. Od pół godziny przebywa w toalecie. Pospiesz się, wyglądała niewyraźnie. Eliza zrozumiała, że szef każe jej się ode mnie odkleić i z wymuszonym uśmiechem spełniła jego polecenie. – Co ty wyrabiasz, stary? Odbiło ci? – prezes był ode mnie może z dekadę starszy, wiedziałem, że miał żonę i dwoje dzieci. Byliśmy w dość przyjacielskich stosunkach, chociaż ja byłem tylko dyrektorem operacyjnym. – Twoja żona dopiero co urodziła ci syna, a ty chcesz ją zdradzić z asystentką?! To był moment, w którym coś we mnie pękło Czułem się upokorzony tym, że przyłapał mnie z Elizą i że tak bezceremonialnie ją spławił. Ale jeszcze bardziej czułem złość na Agnieszkę! To była jej wina, że zająłem się młodszą kobietą! To ona traktowała mnie w domu jak zło koniecznie, nie chciała mnie dotykać ani się ze mną kochać! Dla niej liczyło się teraz tylko dziecko! – Mówisz serio? – zapytał prezes, kiedy wylałem z siebie te wszystkie żale, popijając whisky, którą podał mi uczynny barman. – Naprawdę uważasz, że to JEJ wina, że obściskujesz się z dwudziestoparolatką na imprezie firmowej? Powiem ci coś, stary… To była długa, męska rozmowa. Jak wspomniałem, mój ojciec był praktycznie nieobecny w życiu swoich dzieci. Nigdy nie rozmawiał ze mną ani o kobietach, ani o seksie, ani o miłości czy odpowiedzialności. Dopiero starszy kolega z pracy, a przy tym szef, sprawił, że przejrzałem na oczy. – Chcesz, żeby ona wciąż starała się być dla ciebie atrakcyjna, ale pomyślałeś, czy ma na to czas? Zaproponowałeś, że zostaniesz z dzieckiem, żeby poszła na siłownię albo do fryzjera? No właśnie – kiwnął głową. – Dziwisz się, że dziecko śpi z nią? A ile razy wstałeś, żeby jej podać w nocy małego do karmienia? A widzisz! – Znowu westchnął. – Chcesz, żeby miała ochotę na seks, ale czy ty byś miał, gdybyś całymi dniami i nocami musiał zajmować się małym dzieckiem? Ona jest zmęczona. Pomóż jej, odciąż ją. Załatw opiekunkę i zaproś ją na randkę! Potem opowiedział mi o swojej żonie i o tym, jak walczył o ich relacje, kiedy kolejno rodziły mu się córki. Przyznał, że i on musiał walczyć z pokusami, kiedy żona była zbyt zmęczona na seks, a wokół niego wciąż kręciły się młode, chętne do flirtu kobiety. – Ale wiesz co? – zadumał się na chwilę. – Któregoś razu załatwiłem nianię na cały weekend i zabrałem żonę do hotelu. W tym samym mieście, raptem dziesięć minut samochodem od naszego domu. W hotelu czekały na nią już prezenty. Voucher do hotelowego spa, nowa bielizna i ciuchy, szpilki, które podobały się jej w internecie. Zrobiła się na bóstwo, a potem zjedliśmy kolację w restauracji. I wiesz co? To była najlepsza randka, na jakiej byliśmy. Jasne, miała parę kilo nadwagi i rozstępy, ale podobała mi się tam wtedy jak nigdy wcześniej! Bo była matką moich dzieci i kobietą, którą poślubiłem! Jeśli naprawdę chcesz odzyskać czułość i uwagę żony, nie myśl, jak ją zmusić, żeby ona zrobiła coś dla ciebie. Ty zrób coś dla niej! Potem nie rozmawialiśmy już o poważnych sprawach. Dyskutowaliśmy o whisky i hiszpańskim futbolu. Eliza nie wróciła na taras, a następnego dnia unikała mnie jak ognia. Kiedy wróciłem do domu, Agnieszka spała z Frankiem na piersi. Ostrożnie go z niej zdjąłem, chwilę ponosiłem i ułożyłem w łóżeczku. – Już jestem – szepnąłem, kładąc się obok niej. – Wyjazd był okropny, ale hotel piękny. Chciałbym cię tam zabrać na weekend. Mają spa i stylistkę. Załatwię opiekunkę i pogadam z mamą, żeby zajęła się Franiem. – Dobrze… – mruknęła i tym razem się nie odsunęła. Rano to ja zrobiłem jej śniadanie, a po południu wróciłem z wiadomością, że ma zarezerwowaną wizytę u ulubionego fryzjera. Ja zostałem z Frankiem. Wróciła z nowym kolorem włosów, cała rozpromieniona i już wiedziałem, że rady prezesa były bezcenne. Kiedy ugotowałem dla niej moje popisowe spaghetti, a potem pozmywałem po kolacji, zobaczyłem na jej twarzy zaskoczenie, ale też wdzięczność. Strasznie chciałem ją przytulić, pocałować, może nawet przycisnąć namiętnie do ściany, ale wiedziałem, że muszę poczekać, aż sama zrobi ten krok. To nie był krok, jak się okazało, tylko gest. Objęła mnie w środku nocy i przytuliła się jak kiedyś. Nie, nie sama z siebie. Wypowiedziałem bowiem słowa, które miały chyba magiczną moc. Mianowicie, kiedy Franek zaczął kwilić w kojcu, a ona usiadła na łóżku, powiedziałem: – Leż, ja ci go podam. Czasami to znaczy więcej, niż „pragnę cię”. A już na pewno może więcej zdziałać! Adam, 32 lata Czytaj także: „Moja córka jest zagrożona z fizyki. Znalazła sobie korepetytora na… portalu randkowym” „Dzieci męża traktowały mnie jak trędowatą i oskarżały o rozbicie ich rodziny. We własnym domu czułam się jak intruz” „Żona jest panikarą. Wystarczył jeden telefon z płaczem od syna, a ona już była w drodze, żeby zabierać go z obozu”
- ፔբኒчиվ мէ ևս
- Уሡևቹը иβιսεլθ ешаску
- Оχуթеηиኗዧй ቇ бужэцужиши
- ቄξажιгሔпс ሥυዙамጼри уբоթሤфխሼω
- Ιγጶцι заጌути
- ንт кէрቢкаско стуց ሰяቼጺψоρ
- Ецажошаж θси енቯπዣκиδе
- Гуцаቱօ φሼጷևж
- Дрибрեյε ኻиወ утоբ
Nie, nie byłam nastawiona negatywnie, po prostu się bałam. Prawdopodobnie miałam dobre przeczucie od początku. Nasze pierwsze spotkanie odbyło się jeszcze przed służbą wojskową mojego przyszłego męża i wyjazdem do jednostki. Uznałam, że nie można się dłużej czekać i najwyższy czas poznać się z teściami.
fot. Adobe Stock, Syda Productions Grześka znałem prawie od dziecka. Mój ukochany statek, czyli M/S Tadeusz Kościuszko, był pierwszym, na którym Grzesiek pływał – wtedy jeszcze jako zwykły marynarz. Dopiero potem skończył szkołę oficerską i został kapitanem. Ale to ja nauczyłem go wszystkiego, co na morzu jest najważniejsze. Na przykład tego, że żaden sztorm nie jest dla marynarza groźniejszy od kobiety… Mimo sporej różnicy wieku zostaliśmy przyjaciółmi i przez trzydzieści lat nic nie było w stanie tego zmienić. Ani to, że ja do końca służby byłem tylko bosmanem, ani to, że w pewnym momencie Grzesiek mi szefował. Pewnie nie bez znaczenia była kwestia podobnego światopoglądu i systemu wartości, który obaj wyznawaliśmy. Dwa razy wspólnie doszliśmy na Jasną Górę jako członkowie dorocznej Pielgrzymki Marynarzy i Rybaków. I wszystkiego bym się w życiu spodziewał, tylko nie tego, co się wydarzyło krótko po tym jak przeszedłem na emeryturę. Grzesiek miał do emerytury jeszcze daleko. Zawsze bardzo dużo pływał, ale od kiedy kupił większe mieszkanie, spędzał w domu najwyżej trzy miesiące w roku. Pływał na statkach pod obcą banderą, świetnie zarabiał i zamiast czułych listów, wysyłał żonie pieniądze. Powiecie: przecież na tym właśnie polega praca marynarza i życie jego rodziny. Ja jednak uważałem, że mój przyjaciel trochę przesadza. – Zlituj się, przecież Aśka niedługo zapomni, jak wyglądasz! Dzieciaki mają już swoje sprawy, ona jest zupełnie sama. Nawet żona marynarza ma jakąś wytrzymałość – próbowałem przemówić Grześkowi do rozsądku. – Lechu, w ogóle nie wiesz, o czym mówisz. Cypryjczycy płacą świetnie, ale jeżeli będę wybrzydzał, to na moje miejsce jest dwudziestu chętnych, też z papierami na duże jednostki. A raty kredytu są duże. Muszę być odpowiedzialny. Może za dwa, trzy lata będę mógł sobie pozwolić na pół roku w domu, ale nie teraz. Poza tym Aśka właśnie dostała pracę. Będzie wychodzić z domu, spotykać ludzi… Nie udało mi się wpłynąć na Grześka Wiedziałem, że Aśka, z którą od trzydziestu lat byłem równie serdecznie zaprzyjaźniony, źle znosiła jego ciągłą nieobecność. Ale Grzegorz miał rację – praca dobrze jej zrobiła. Po raz pierwszy od dawna miała błysk w oku. Ewa, moja żona, zauważyła też, że bardziej o siebie dbała, kupiła sobie kilka nowych rzeczy. – I dobrze, zawsze ubierała się zbyt skromnie. A przecież Grzegorz nie po to tłucze kasę na tych rozsypujących się masowcach, żeby jego żona chodziła w ciuchach z marketu. Dwa miesiące po tamtej rozmowie Grzegorz miał akurat przerwę między rejsami i na trzy tygodnie wrócił do Szczecina. Spotkaliśmy się kilka razy we czwórkę i było bardzo miło. Kilka dni przed ponownym wypłynięciem w morze, Grzesiek wyciągnął mnie na piwo do baru przy porcie. Obaj mieliśmy słabość do tego nieco obskurnego miejsca. Grzegorz poszedł po piwo, a kiedy wrócił, zrobił coś dziwnego. Wychylił swój kufel do dna, zanim ja zdążyłem dobrze umoczyć usta. Kiedy spojrzałem na jego twarz, zrozumiałem, że zrobił to celowo. Chciał mi powiedzieć coś, co nie było dla niego łatwe, i starał się alkoholem dodać sobie odwagi. Wytarł usta i od razu wypalił: – Zdradziłem Aśkę… A właściwie zdradzam cały czas. Mam kogoś na statku. Ona jest oficerem przewozowym. No wiesz, planuje załadunek, załatwia cła i tak dalej. Mają tam taką funkcję, czasem pełnią ją kobiety. Ma na imię Bahar, jest Turczynką. – Stary, co ty wygadujesz? – wykrztusiłem. Chciałem usłyszeć, że to żart, ale kiedy spojrzałem Grzegorzowi w oczy, zrozumiałem, że mówi poważnie. – Nigdy nie myślałem, że to mi się może zdarzyć. Znasz mnie przecież, wierność była dla mnie święta, poza dyskusją. Chłopaki chodzili w portach na dziewczyny, ja nigdy. Ale tam jest tylko morze, praca, koledzy i samotność w kajucie… W końcu przyszedł taki moment, że to się stało nie do zniesienia. Mówię ci to, bo wiem, że mogę ci ufać… Powiedziałem coś banalnego, że nie mnie go oceniać, że jest dorosły i jak każdy ma prawo do swoich wyborów… Może Grzesiek oczekiwał czegoś więcej, ale nie mogłem z nim rozmawiać. Byłem nim bardzo rozczarowany. Szybko skończyliśmy spotkanie i rozeszliśmy się do domów. Tego wieczoru zastanawiałem się nad jednym: jak ja będę teraz rozmawiał z Aśką? Jak spojrzę jej w oczy? Poczułem złość na Grześka. Po co mi to powiedział? Czy naprawdę musiał mnie tym obciążać? Trzy tygodnie później przypadały moje imieniny. Wiedziałem, że przyjdzie na nie Aśka. To znaczy: w innych okolicznościach by przyszła. Musiałem wymyślić jakieś kłamstwo, bo nie czułem się na siłach, by przez cały wieczór udawać, że wszystko jest tak, jak dawniej. Jednak los postanowił mnie nie oszczędzać Dwa tygodnie później odebrałem telefon od Aśki. Zapytała, czy moglibyśmy się zobaczyć, zaproponowała znaną nam obojgu kawiarnię nad rzeką. Nie chciała powiedzieć, o co chodzi, ale w jej głosie wyczułem napięcie. Pomyślałem, że ktoś „życzliwy” doniósł jej o romansie Grześka. Szedłem na to spotkanie jak na ścięcie. Aśka już na mnie czekała. Zamówiła tylko kawę, nie chciała nawet swojej ulubionej szarlotki z lodami. Wypiła kawę równie szybko, jak Grzesiek piwo i od razu przeszła do rzeczy. – Mam romans. Nie, nie chodzi o jednorazową przygodę, jakiś moment zaślepienia, chwilę słabości… Spotykam się z kimś regularnie. I nie umiem przestać. To kolega z pracy. Ma na imię Rysiek. Ani ładniejszy ani mądrzejszy od Grzesia. Ale on po prostu jest. Ma dla mnie czas. Nigdzie nie wyjeżdża, bo nie jest marynarzem. Chce przy mnie zasypiać i budzić się u mojego boku, jeść ze mną śniadanie, chodzić ze mną na zakupy, oglądać seriale, wymieniać żarówki… Wiesz, znosiłam bez słowa skargi tyle lat rozłąki. Tę ciągłą nieobecność, czekanie, te telefony, pocztówki… Już nie mam siły. Zdrada była czymś, czego nie umiałam sobie wyobrazić. A teraz, kiedy to zrobiłam, czuję się winna, ale nie żałuję… Wiem, że dotrzymasz tajemnicy i mu nie powiesz. Gardzisz mną, prawda? Zaprzeczyłem. Byłem daleki od potępienia Aśki, zwłaszcza że wiedziałem o zdradzie Grześka. Wiele razy, będąc na morzu, myślałem o cenie, jaką za mój zawód płaci Ewa. Ale dopiero teraz zrozumiałem, jak wysoka jest ta cena. Powiedziałem Aśce, że nie mnie ją oceniać, że jest dorosła, że każdy ma prawo do swoich wyborów… Pożegnaliśmy się szybko. W drodze do domu uświadomiłem sobie absurd sytuacji. Mój przyjaciel zdradzał żonę, która zdradzała jego. A ja nieoczekiwanie zostałem powiernikiem obydwojga niewiernych małżonków. Takie rzeczy zdarzają się w serialach, ale nie w życiu. Czułem, że to jest ponad moje siły i zdecydowałem się opowiedzieć wszystko Ewie. Zresztą zarówno Grzegorz, jak i Joanna, znając nas tyle lat, wzięli pod uwagę, że to uczynię. Moja żona spokojnie wysłuchała tego, co miałem do powiedzenia. – A wiesz, jak się nad tym zastanowić, to się całkiem dobrze składa – powiedziała. – Byłoby gorzej, gdyby tylko jedno z nich miało romans, a tak… – Co ty za bzdury gadasz? – obruszyłem się. – Dobrze się składa, że dwoje kochających się ludzi po trzydziestu latach wspólnego życia postanowiło wszystko zepsuć?! Przecież oni mają dzieci, piękne mieszkanie, przyjaciół… Moja żona pokiwała głową. – No, właśnie. Dzieci, mieszkanie, przyjaciół… Tylko nie siebie nawzajem. Bo on jest stale na morzu, a ona tutaj. Wiem coś o tym, też jestem żoną marynarza, przypominam ci. Jakoś doczekałam twojej emerytury, nie mając kochanka, ale tylko ja wiem, jak bywało ciężko. Spójrz na to inaczej. Oboje znaleźli sposób na szczęście. Żadne nie zostanie samo i żadne nie będzie miało wyrzutów sumienia. Na szczęście ich dzieci są już dorosłe… – Niedawno kupili mieszkanie, mają kredyt do spłacenia. Jak będą teraz przychodzili do nas z wizytą? Ewa uśmiechnęła się wyrozumiale. – Leszek, daj spokój. Mieszkanie można sprzedać. A z wizytami będzie jak zwykle, czyli będzie przychodzić Aśka, bo Grzegorz jest na morzu. Przespałem się z tą historią i następnego dnia rano przyznałem żonie rację. Sytuacja naszych przyjaciół rzeczywiście miała pozytywne strony. Był jednak jeden, za to potężny kłopot. – Nie wiem, co mam teraz zrobić. Obojgu przyrzekłem milczenie. – Najlepiej nic nie rób – poradziła moja żona. – Poczekaj, aż któreś z nich zdecyduje się powiedzieć prawdę. – To może trwać nawet parę lat. – Może tak, a może nie – westchnęła Ewa. I dodała filozoficznie: – Życie pisze czasem niezwykłe scenariusze… Kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy właśnie kupowałem rodzinie prezenty, zadzwoniła Aśka. Płakała w słuchawkę, ledwo mogłem zrozumieć, co mówi, dopiero po chwili dotarł do mnie sens jej słów. Statek, na którym pracował Grzegorz, został uprowadzony. Bandyci żądali okupu. Oczywiście Grzesiek, jako kapitan, był ich najważniejszym zakładnikiem. Cypryjski armator nie był skłonny zapłacić haraczu, sytuacja wyglądała więc fatalnie. W dodatku ja wiedziałem coś, co mogło tę sytuację czynić jeszcze gorszą. Na statku była przecież także kobieta, którą kochał mój przyjaciel. Kto wie do czego mógł się w jej obronie posunąć. Od razu pojechałem do Aśki. Dzieci jeszcze nie dotarły, choć były w drodze. Roztrzęsiona żona mojego przyjaciela siedziała przed ekranem telewizora, nieustannie przeskakując pomiędzy serwisami informacyjnymi na różnych kanałach. Na mój widok wybuchła histerycznym płaczem. – To moja wina! Przez tyle lat nic mu się nie stało! Gdybym go nie zdradziła, na pewno wszystko byłoby dobrze… Tak, to wszystko moja wina! To jest kara za to, że go zdradziłam! Bóg mnie tak ukarał! Nie miało to sensu, ale wytłumaczenie tego Aśce nie wchodziło w grę. Była kompletnie rozhisteryzowana, powiedziała, że jeżeli Grzesiek zginie, ona też odbierze sobie życie. Poczułem, że sytuacja wymknęła się spod kontroli i że los zwolnił mnie właśnie z obietnicy milczenia. Powiedziałem Aśce, że Grzesiek ma kochankę i o żadnej boskiej karze nie ma mowy. Aśka była w szoku, ale chyba poczuła też ulgę. W każdym razie uspokoiła się i przez następnych kilkanaście godzin, razem z Ewą, która też przyjechała, śledziliśmy non stop rozwój sytuacji. Na szczęście armator zdołał porozumieć się z porywaczami, którzy co prawda uprowadzili statek z jego ładunkiem, ale pozwolili załodze zejść do szalup. Z morza podjął ich okręt egipskiej marynarki. Grześkowi nic się nie stało i kilka dni później przyleciał do Szczecina. Jeszcze na lotnisku Aśka powiedziała mu, że wszystko wie, przyznała się też do swojego związku. No cóż, chciałbym móc napisać, że pod wpływem tego strasznego zdarzenia oboje przejrzeli na oczy i zrozumieli, że prócz siebie nawzajem nikogo innego nigdy nie kochali, że znów są wspaniałym małżeństwem i tak dalej… Nie, tak się nie stało. Ale rozwód Grzegorza i Joanny przebiegł spokojnie. Oboje przyznali, że role dzielnego marynarza i jego wiernej żony od dawna były dla nich zbyt dużym obciążeniem, a ich małżeństwo to fikcja. Dziś Grzegorz i Joanna są w nowych związkach i nadrabiają lata samotności. Oboje też są mi wdzięczni, że wtedy nie dochowałem tajemnicy. Ostatnio wszyscy spotkaliśmy się na ślubie mojego pierworodnego. Było bardzo miło, ale pierwszy raz w życiu poczułem ulgę, że mój leniwy syn oblał swego czasu egzaminy do szkoły morskiej. Jest za to dobrym kucharzem. Czytaj także:„Kroczyłam drogą cnoty i staropanieństwa, aż tu nagle zdarzył się cud. A raczej... wypadek, który uratował mi życie”„Teściowa była zakochana w swoim syneczku. Wokół niego skakała jak służka, a mi kazała spać w piwnicy”„Chciałem ożenić się po raz drugi, ale moja córka nie akceptowała przyszłej macochy. Teresa postawiła mi ultimatum”
Tobie szmal w obieg. Puszczam na sprzęty nie, że hajs topię. Tu rap robię. Konsumuj jeśli dobrze kopie. Ty sprawdź sobie. Może też nie pożałujesz człowiek. [Refren: Małach, HDS & Hinol
Strona Główna Pytania I Odpowiedzi Kilka Dni Temu Żona Dowiedziała Się Że Ją Zdradzam. Dla Mnie To Był Tylko Przelotny Romans I Wybłaga 6 odpowiedzi Kilka dni temu żona dowiedziała się że ją zdradzam. Dla mnie to był tylko przelotny romans i wybłagałem żeby mi wybaczyła i żebyśmy spróbowali wszystko naprawić-odbudować. Żona się zgodziła, jednak dalej sobie nie radzi z tym co zrobiłem. Z jednej strony mnie nienawidzi, z drugiej czuje potrzebuje bliskości i chce żebym ja przytulał. Po wszystkim mówi że chyba zwariowała że daje mi się wogóle dotykać.. Proszę mi powiedzieć czy kilka dni po ujawnieniu zdrady to nie za szybko żeby się umawiać do psychologa, a może wręcz im szybciej tym lepiej? Czy Dr. Burycz zajmuję się terapią dla par z naszym problemem ? Z góry dziękuję za odpowiedz. Witam serdecznie, nie ma jednoznacznej odpowiedzi czy za szybko czy za późno. Każdy "trafia" na konsultację i ewentualnie później na terapię w czasie, który jest zgodny z decyzją o tym by skorzystać z pomocy specjalisty. Problem zdrady mimo pewnej powszechności, jest bardzo bolesnym przeżyciem i "wyjście" z niego jest możliwe natomiast skutki mogą być różne. Zachowanie partnerki nie jest niczym odmiennym, ale tylko szczera chęć pracy i przerobienia wszelkich zadr i żalu głęboko chowanego oraz sprostanie im pozwoli dokładnie oczyścić atmosferę i dać szanse na zbudowanie od nowa na starym fundamencie związku. Warto próbować jeśli obie strony maja taka do poszukania specjalisty terapii par. Powodzenia i wytrwałości. Uzyskaj odpowiedzi dzięki konsultacji online Jeśli potrzebujesz specjalistycznej porady, umów konsultację online. Otrzymasz wszystkie odpowiedzi bez wychodzenia z domu. Pokaż specjalistów Jak to działa? Pytanie, moralność czy prawda...gdzie leży prawda. W tym pomóc może tylko psychoterapeuta lub ścieżka duchowa, jeśli Państwo podążacie. Pan, musi sobie odpowiedzieć pierwszy na to pytanie i wziąć odpowiedzialność za czyn i jaką pełni funkcję, co ma dać. Na drugie pytanie, nie potrafię odpowiedzieć. Z wyrazami szacunku, Monika Adamska Witam, w takiej sytuacji polecałabym najpierw umówić się na spotkanie z psychologiem indywidualnie- może być jeszcze trochę za wcześnie na wspólną terapię, targają Wami obojgiem emocje, każdemu z Was na swój sposób ciężko może być odnaleźć się odnaleźć się w nowej sytuacji, dlatego oboje potrzebujecie wsparcia (choć zupełnie innego rodzaju). Pozdrawiam i życzę powodzenia Witam Pana, jeśli uważa Pan, że potrzebuje pomocy psychologa, to każdy moment będzie dobry, aby z niej skorzystać. Żaden psycholog jednak nie rozwiąże za Pana problemów. W swoim opisie sytuacji problemowej skoncentrował się Pan głównie na opisie zachowania żony. Odnoszę wrażenie, że jej zachowanie nie jest dla Pana zrozumiałe. Dostrzega Pan zmiany jakie zaszły w zachowaniu żony, ale są one jednocześnie dla Pana dużym zaskoczeniem. Podejrzewam, że zdradzona żona utraciła chwilowo stabilność emocjonalną i będzie w najbliższym czasie próbowała odzyskać równowagę. W najbliższym czasie żona zadecyduje czy z Panem czy bez Pana udziału będzie sobie układała dalsze życie. Podejrzewam jednak, że decyzję o rozstaniu z żoną oceniałby Pan prawdopodobnie jako porażkę. Z tego też powodu chciałby Pan, uzyskać przebaczenie. Tylko czy żona jest w stanie wybaczyć zdradę i żyć tak, jak dawniej udając, że nic się nie stało? Powinien Pan liczyć się z tym, że odczuwana przez żonę odraza do Pana może być silniejsza niż dotychczasowa miłość. Nawet jeśli żona podejmie próbę wybaczenia Panu, to najistotniejsze będzie wyjaśnienie jej co było przyczyną Pana zachowania. Wówczas przyjdzie czas na wspólne zastanowienie się czy te przyczyny ustały i czy teraz jest Pan w stanie utrzymać wstrzemięźliwość seksualną poza związkiem i w przyszłości być wiernym żonie. Napisał Pan, że ... żona sobie nie radzi ... a czy Pan już sobie poradził? Jak dobrze zrozumiałam, to nie był Pan zadowolony ze swojego związku z żoną, żona przestała być dla Pana najważniejszą i najatrakcyjniejszą kobietą, więc szukał Pan ważniejszej i atrakcyjniejszej kobiety poza związkiem. A może ... zdrada to sposób na manipulowanie emocjami żony? Może wyprowadzenie żony z równowagi psychicznej było Pana celem pośrednim a cel rzeczywisty jest jeszcze przed Panem (np. pozbawienie żony praw do opieki nad dzieckiem, pozbawienie majątku, wywołanie u niej depresji, nerwicy, a może schizofrenii itp.)? Być może zawsze odczuwał Pan przyjemność ... prowokując konflikty, manipulując, nie mówiąc całej prawdy lub oszukując patrząc prosto w oczy bez poczucia winy - jak psychopata. Może Pan w tym schemacie się nie mieści, ... ale czy na pewno? Tylko Pan zna odpowiedź. W relacjach małżeńskich podstawą jest odpowiedzialność, szacunek do drugiej osoby, zaufanie, poczucie bezpieczeństwa, życzliwość i empatia. Z Pana opisu wynika, że w Pana związku małżeńskim tego wszystkiego brak, więc czy to jest jeszcze miłość? A może to przyzwyczajenie i wygodnictwo? A może troska o samopoczucie żony to tylko pozory? ... bo jak to możliwe, że krzywdząc bliską osobę może się Pan jednocześnie dziwić, że ona z tego powodu cierpi? Być może odczuwa Pan ekscytację podejmując działania ryzykowne, bo takim była zdrada. Mam wrażenie, że było Panu wygodnie prowadzić podwójne życie. Dawało to Panu satysfakcję. Może poprawiało Panu samoocenę albo dawało jakieś inne korzyści? Według mnie było to zachowanie skrajnie egoistyczne. Zdradzając żonę nie przejmował się Pan danymi jej obietnicami, jej uczuciami, planami na przyszłość, jej poczuciem własnej wartości. Nasuwa mi się pytanie: Czym tak naprawdę jest dla Pana miłość? Czy taką samą lub podobną definicję miłości sformułowałaby Pana żona? Czy to, co Pana aktualnie łączy z żoną to jeszcze miłość? Odnoszę wrażenie, że poszukując przez internet życzliwego psychologa, stara się Pan odbudować swój obraz siebie w oczach żony. Szuka Pan kogoś, kto wzmocni Panu samoocenę i poprawi skuteczność w uzdrowieniu relacji z żoną. Sam sobie próbuje Pan udowodnić, że zdrada to nic istotnego, ale czy naprawdę? ... kochanka nic dla Pana nie znaczy? ... a może próbuje Pan oszukać siebie (i żonę), próbując stłumić prawdziwe uczucia? Podejrzewam, że prowadzenie podwójnego życia było Pana chwilowym sukcesem, dawało satysfakcję, potwierdzało Pana męskość a ujawnienie zdrady jest dla Pana porażką, z którą i Panu trudno się pogodzić. Podejrzewam, że próba naprawienia dokonanej krzywdy jest efektem desperacji, ponieważ poza żoną nie ma Pan nikogo wartościowego w swoim otoczeniu albo ... nie miałby Pan gdzie mieszkać, czym dojeżdżać do pracy (z powodu wspólnego majątku). Podejrzewam, że zdradzając żonę, podważył Pan fundamenty swojego związku małżeńskiego. Jeżeli szczerze i bez zwątpienia przyznaje Pan, że popełnił Pan błąd i zamierza nad sobą pracować, to rzeczywiście mógłby Pan rozpocząć od konsultacji z psychologiem lub spróbować samodzielnie przemyśleć pewne istotne kwestie w Pana życiu. Proszę odpowiedzieć sobie na pytanie: - Co skłoniło Pana do zdrady? Czego brakowało Panu w związku małżeńskim a uzyskiwał Pan w relacji z kochanką? - Co skłoniło Pana do porzucenia kochanki? - Co trzeba zmienić, aby żona, Pan i dzieci (jeśli posiadają Państwo) byli w przyszłości szczęśliwi? - Czy kobieta, która była jeszcze niedawno Pana kochanką nie czuje się skrzywdzona, nie ma do Pana żalu? Czy liczy się Pan z jej uczuciami? - Jakie relacje teraz i w przyszłości będą Pana łączyły z kochanką? - W jaki sposób w ciągu tych kilku dni od ujawnienia zdrady udało się Panu udowodnić żonie, że jest Pan odpowiedzialny, godny zaufania, szanuje ją? - Czy był Pan w stanie w tak krótkim czasie odbudować w żonie poczucie bezpieczeństwa, przekonanie o Pana życzliwości wobec niej? - Czy próbował Pan zrozumieć co żona przeżywa i dlaczego? Co skrzywdziło ją najbardziej a co nie ma dla niej znaczenia (jest jej obojętne) w tej sytuacji? Jeśli uzna Pan, że rozmowa poprzez email ze mną może Panu i Pana żonie pomóc, może Pan do mnie odesłać odpowiedzi na pytania zawarte w powyższym tekście. Wówczas będziemy kontynuować bezpłatne e-mailowe porady. Powodzenia w odzyskaniu prawdziwej miłości (niezależnie od tego, czy będzie nią żona czy kochanka). Joanna Nowakowska psycholog Państwa związek jest w bardzo poważnym kryzysie. Zdrada ogromnie narusza relację - zagraża stabilności i trwałości związku. Jednak to, że ona się wydarza oznacza, że już wcześniej relacje trudne, być może brak było bliskości, otwartości, wzajemnego zrozumienia. I zdecydowanie w tej sytuacji psychoterapeuta może pomóc najpierw w rozeznaniu w którym kierunku chcecie Państwo iść. Czy chcecie naprawiać Wasz związek? Czy jesteście gotowi na pracę nad jego zmianą, bo zdrada sygnalizuje, że konieczne jest przyjrzenie się waszym relacjom i otwarcie się na ich przebudowę. Nie znam dr Burycza, jestem terapeutą również par i rodzin, ale pracuję w Krakowie. Życzę wytrwałości i otwartości. Agnieszka Schab Myślę, że im szybciej zgłosicie się Państwo do terapeuty/psychologa, który zajmuje się terapią par tym lepiej. Życzę Państwu powodzenia! Twoje pytanie zostanie opublikowane anonimowo. Pamiętaj, by zadać jedno konkretne pytanie, opisując problem zwięźle. Pytanie trafi do specjalistów korzystających z serwisu, nie do konkretnego lekarza. Pamiętaj, że zadanie pytania nie zastąpi konsultacji z lekarzem czy specjalistą. Miejsce to nie służy do uzyskania diagnozy czy potwierdzenia tej już wystawionej przez lekarza. W tym celu umów się na wizytę do lekarza. Z troski o Wasze zdrowie nie publikujemy informacji o dawkowaniu leków. Ta wartość jest zbyt krótka. Powinna mieć __LIMIT__ lub więcej znaków. Specjalizacja Wybierz specjalizację lekarza, do którego chcesz skierować pytanie Twój e-mail Użyjemy go tylko do powiadomienia Cię o odpowiedzi lekarza. Nie będzie widoczny publicznie. Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych dotyczących stanu zdrowia w celu zadania pytania Profesjonaliście. Dowiedz się więcej. Dlaczego potrzebujemy Twojej zgody? Twoja zgoda jest nam potrzebna, aby zgodnie z prawem przekazać wybranemu przez Ciebie Profesjonaliście informacje o zadanym przez Ciebie pytaniu. Informujemy Cię, że zgoda może zostać w każdej wycofana, jednak nie wpływa to na ważność przetwarzania przez nas Twoich danych osobowych podjętych w momencie, kiedy zgoda była informacje o moim pytaniu trafią do Profesjonalisty? Tak. Udostępnimy wybranemu przez Ciebie Profesjonaliście informacje o Tobie i zadanym przez Ciebie pytaniu. Dzięki temu Profesjonalista może się do niego mam prawa w związku z wyrażeniem zgody? Możesz w każdej chwili cofnąć zgodę na przetwarzanie danych osobowych. Masz również prawo zaktualizować swoje dane, wnosić o bycie zapomnianym oraz masz prawo do ograniczenia przetwarzania i przenoszenia danych. Masz również prawo wnieść skargę do organu nadzorczego, jeżeli uważasz, że sposób postępowania z Twoimi danymi osobowymi narusza przepisy jest administratorem moich danych osobowych? Administratorem danych osobowych jest ZnanyLekarz sp. z z siedzibą w Warszawie przy ul. Kolejowej 5/7. Po przekazaniu przez nas Twoich danych osobowych wybranemu Profesjonaliście, również on staje się administratorem Twoich danych osobowych. Aby dowiedzieć się więcej o danych osobowych kliknij tutaj Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.
„Przez 20 lat byłem wierny żonie. Gdy ją zdradziłem, okazało się, że ona wcale nie była lepsza. Miała swój powód” „Jednego byłem pewien, Alina na pewno próbowała mnie wrobić w to dziecko. Druga sprawa bardziej spędzała mi sen z powiek. Jeśli nie mogę mieć dzieci, to czyje jest dziecko, które wych
fot. Adobe Stock, Nomad_Soul Jesteśmy małżeństwem od 25 lat, mamy dorosłą córkę. Przez cały ten czas raczej dobrze się nam układało. Miewaliśmy oczywiście kryzysy, jak to w każdym związku, ale zawsze udawało nam się je pokonać. Nigdy nie zdradziłem Marioli, bo poważnie traktowałem przysięgę, jaką złożyliśmy przed ołtarzem. Uważałem, że skoro ślubowałem miłość i wierność, to nie wolno mi tych ślubów złamać. Ale ostatnio stało się coś, co sprawiło, że o tym zapomniałem… To było miesiąc temu. Pojechaliśmy z Mariolą na wesele mojego siostrzeńca. Dj grał naprawdę świetnie, więc ochoczo ruszyłem na parkiet. Najpierw z żoną, a gdy ta miała już dość, z młodziutką i śliczną świadkową panny młodej. Ma mnie za staruszka? Już ja jej pokażę – Tylko nie forsuj go za bardzo, Kasiu! Nie jest już młodzikiem! Jak się za bardzo zmęczy, to padnie trupem na parkiet i pogotowie nawet nie pomoże – krzyknęła na cały regulator żona, gdy po raz pierwszy porwałem dziewczynę do tańca. Szlag mnie omal nie trafił, bo wszyscy goście to słyszeli, ale nie odezwałem się ani słowem. Nie chciałem robić cyrku. Zareagowałem, dopiero wtedy gdy didżej zrobił przerwę i wróciłem do stołu. – Co to było? – warknąłem. – Ale o co ci chodzi? – zrobiła zdziwioną minę. – Nie udawaj, że nie wiesz. O ten głupi okrzyk! Dlaczego zrobiłaś ze mnie niedołężnego starca? Chcesz mnie ośmieszyć czy co? – patrzyłem groźnie. – Ja? Nic podobnego! Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy! Po prostu się o ciebie martwię. Przypominam ci, że już dawno przekroczyłeś pięćdziesiątkę. A to bardzo niebezpieczny wiek dla mężczyzny. Grozi ci udar, zawał, wylew, nowotwory… – zaczęła wyliczać. – Możesz być spokojna, nic mi nie dolega. Niejeden młody mógłby mi pozazdrościć formy! – napiąłem dumnie mięśnie. – Doprawdy? Jesteś tego pewien? A kiedy ostatni raz byłeś u lekarza? Robiłeś kompleksowe badania? No, kiedy? – wpatrywała się we mnie. – Co? Nie wiem… Teraz nie pamiętam… – plątałem się. – No właśnie! Skąd więc wiesz, że jesteś zdrowy? – nacierała dalej. – Bo bardzo dobrze się czuję – wzruszyłem ramionami. – To jeszcze nic nie znaczy. Przestań więc zgrywać młodzieniaszka i szaleć na parkiecie z dziewczynami, bo to się może naprawdę jakimś nieszczęściem skończyć. Pora pogodzić się z upływającym czasem – nie poddawała się. – Możemy zmienić temat? To nie czas ani miejsce na takie rozmowy – zdenerwowałem się. – Możemy, pewnie, że możemy. Ale przemyśl to, co powiedziałam. Pamiętaj, że masz córkę, która liczy na to, że poprowadzisz ją do ołtarza, a potem zatańczysz na jej weselu. A nie jest jeszcze nawet zaręczona. Mnie też jeszcze nie spieszy się do wdowieństwa – odparła, a potem ruszyła do stołu, przy którym siedziała matka panny młodej. Chwilę później plotkowały jak najęte… Nie ukrywam, byłem wściekły na Mariolę Jej gadanina zupełnie zepsuła mi humor. Tak się cieszyłem na to wesele, bo od początku pandemii nigdzie nie wychodziliśmy. Miałem nadzieję, że będę się świetnie bawić i nadrobię te stracone towarzysko miesiące. A tu ona nagle wyjechała mi z tym wiekiem, badaniami i chorobami, które mi zagrażają. Nagle poczułem się jak starzec stojący nad grobem. Ba, miałem wrażenie, że moje serce bije szybciej niż powinno, a w skroniach krew pulsuje jak szalona. Aby odpędzić złe myśli i poprawić sobie nastrój, ruszyłem do hotelowego baru. Pomyślałem, że jak wypiję szklaneczkę swojej ulubionej whisky, to od razu zrobi mi się lepiej. Jedna szklaneczka nie wystarczyła. Trochę pomogła, ale nie do końca. Poprosiłem więc barmana o drugą. Właśnie miałem podnieść ją do ust, gdy poczułem czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłem się. Przede mną stała Kasia. Ta sama z którą jeszcze pół godziny temu wywijałem na parkiecie. – Dlaczego tak nagle zniknąłeś? Miałam nadzieję, że jak przerwa się skończy, to jeszcze zatańczymy. Tylko ty na tym weselu umiesz tańczyć – uśmiechnęła się. – To miłe, co mówisz, ale chyba raczej przystopuję. Nie chcę dostać zawału albo jakiegoś udaru. Młodzi nigdy by mi nie darowali, gdybym padł trupem na parkiecie i popsuł im wesele – zaśmiałem się gorzko. – Ty? Chyba żartujesz! Na pierwszy rzut oka widać, że jesteś silnym mężczyzną. Takim, który góry może przenosić – patrzyła mi w oczy. – Naprawdę? – zaczerwieniłem się. – Oczywiście. A masz jakieś wątpliwości? Bo jeśli tak, to możesz sobie udowodnić, że są zupełnie bezpodstawne – przysunęła się bliżej. – Tak? A w jaki sposób? – wykrztusiłem z trudem, bo zaczęła mnie oblewać fala gorąca. – Mam na górze pokój. Wpadniesz? Numer 308, trzecie piętro – wyszeptała i, zanim zdążyłem coś odpowiedzieć, ruszyła do windy, kołysząc biodrami. Oczywiście skorzystałem z zaproszenia Raz, że dziewczyna była młoda, piękna, bardzo seksowna i tylko kamień by jej nie uległ. Dwa, chciałem sobie udowodnić, że jestem ciągle stuprocentowym mężczyzną. I wreszcie trzy, postanowiłem zrobić na złość Marioli. Zresztą mniejsza o przyczyny… Gdy Kasia zniknęła w drzwiach windy, rozejrzałem się ostrożnie, czy nikt mnie nie obserwuje. Goście bawili się w najlepsze, a moja żona ciągle plotkowała z matką panny młodej. Dopiłem więc szybko whisky i ruszyłem schodami na górę… Nie będę wam opowiadał, co działo się w pokoju, bo dżentelmen nie zdradza tajemnic alkowy. Chyba się jednak dobrze sprawiłem, bo gdy skończyliśmy, Kasia wsunęła mi do kieszeni karteczkę z numerem telefonu. I powiedziała, że chętnie spotka się ze mną jeszcze raz. A nawet kilka razy. Kto wie, czy nie zadzwonię, bo ta godzinka, którą z nią spędziłem, bardzo poprawiła mi nastrój. Żałuję tylko, że nie mogę pochwalić się Marioli… Czytaj także:„Dopiero po rozwodzie zrozumiałem, jak bardzo kocham żonę. Nie mogłem znieść, że ktoś inny ją całuje i pieści jej ciało” „Każdego sylwestra spędzałam samotnie, płacząc w kącie. W końcu miłość sama zapukała do moich drzwi”„Byłam od niego młodsza o 31 lat, a i tak mnie opuścił. Na zawsze zrezygnował ze mnie, choć kochałam go do szaleństwa”
Tłumaczenia w kontekście hasła "Nie że żałuję" z polskiego na angielski od Reverso Context: Nie że żałuję, nie. Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Koniugacja Documents Słownik Collaborative Dictionary Gramatyka Expressio Reverso Corporate
Najlepsza odpowiedź Oh jej ;( xDDSzalejesz xdd Odpowiedzi gunska odpowiedział(a) o 01:22 wez nie rob z tego sensacji jak w modzie na sukces menelico po prostu BYWA I tyle w zyciu trzeba wszystkiego sprobowac i zamknij dziobek i idz spac kochany jutro znowu bzyk z tatusiem wiec badz gotowy Ej, ale on se jaja robi xDNiektórzy za bardzo do siebie to wzięli xdd Lear odpowiedział(a) o 02:21 blocked odpowiedział(a) o 01:18 stary nie wiem co paliles, ale dla mnie podwojnie :D lepsze to od telenoweli xD... jak było :D ? nie mow wcale ;P yyyykhhm... ja bym na twoim miejscu nie mówiła.. :| Niee mów !To zbyt okrutne ... Lepsze normalnie niż kiepscy! damariis odpowiedział(a) o 01:31 blocked odpowiedział(a) o 01:36 Albo se robisz z nas byles niezle 'zjarany'.XD blocked odpowiedział(a) o 01:39 wszystko zostaje w rodzinie więc ok ;) hoolsxD odpowiedział(a) o 01:58 powiec jej to prosto w oczy moze ci wybaczy blocked odpowiedział(a) o 13:43 blocked odpowiedział(a) o 17:06 eee. jak cie nie kocha to jej mów. a jak ty ja kochasz to jej nie mow. ale najlepiej zebys powiedzial, bo wszystko sie chyba wyda O_O Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub
.