Ja nigdy nie rozumiem tego wielkiego bulwersu prawicy na rysowanie postaci dziecięcych bardziej cukierkowo i kid-friendly. To samo było z She-ra, wielki ból dupy, że ta nowa wygląda jak chłopiec i daje zły przykład dziewczynką (bo nie będą wiedziały jak być seksi, dosłownie) - jakbyśmy byli ślepi i nie wiedzieli o co naprawdę chodzi. Przygotowaliśmy dla was galerię archiwalnych zdjęć z dziecięcej codzienności. Niektórym z was na pewno zakręci się łezka w oku! Pamiętacie takie dzieciństwo?Dzieci kupujące watę cukrową, 1963 rok
Pamiętaj aby zostawić LIKE oraz suba z dzwonkiem! Będę wdzięczny FACEBOOK ♥→ http://fb.xe0.pl KOSZULKI ♥→ http://sklep.xe0.pl INSTAGRAM
/pixabay/Ewidentnie, wychowanie dzieci na przestrzeni lat diametralnie się zmieniło. Gdzie podziało się bezwzględne posłuszeństwo wobec własnych rodziców i dziadków, gdzie podziała się postawa pokory, przestrzeganie norm obowiązujących w stosunkach z rodziną, czy sąsiadami, poszanowanie osób starszych? Na to pytanie musi sobie już odpowiedzieć każdy od początku…Dzisiaj widok młodej pani, której ozdobą jest zaokrąglony brzuch w widocznej już ciąży – nikogo nie dziwi. Podobnie, jak biała suknia, tren i długi welon… Dawniej przedmałżeńska ciąża nie tylko była społecznie niepochwalana, ale również „pozbywała” kobietę ślubnego wianka, Mawiano „taka nie powinna mieć wianka do ślubu, bo go już nie mo”. A kiedy już dziecko przychodziło na świat, oczywistym było, że narodziny dziecka należy powitać z radością i ćwiartką wódki. Do takiego zachowania obligowali młodych ojców koledzy z pracy. W tym temacie po dzień dzisiejszy niewiele się zmieniło. No może ilość wypijanych procentów, których limit często nie kończy się na ćwiartce wódki…Warto nadmienić, że koniec XIX wieku to czas rodzin wielodzietnych, w których przeciętna liczba dzieci wynosiła dziesięć, a bywało, że i więcej. Większa liczba dzieci często pożądana była w rodzinach gospodarskich, co wynikało z obfitości prac polowych i rąk do pracy. Kolejne lata liczbę tę jednak systematycznie redukowały. W latach sześćdziesiątych XX wieku mówimy już o dwójce - czwórce dzieci. Dzisiaj najczęściej mówimy o jednym – dwójce dzieci w rodzinie. W tradycji ważnym momentem dla rodziny był chrzest dziecka, podczas którego nadawano nowemu członkowi rodziny stosowne imię, często to, które „samo sobie przyniosło” rodząc się w dany dzień przypadającego świętego. Płeć dziecka w tamtych czasach miała dla rodziców również istotne znaczenie. Ojcowie wyczekiwali narodzin synów, którzy mieli być im kiedyś pomocnikami w pracy, a matki czekały na córki, choć z nimi wiązało się więcej starań. Trzeba było nie tylko przypilnować, żeby się dobrze wydały, ale również należało zadbać o ich wyprawkę, na którą składały się dwie pierzyny i cztery poduszki, pościel, ręczniki, naczynia kuchenne i ścierki. Na wsiach do tej wyprawki dochodziły jeszcze zwierzęta, w postaci krowy i prosiaka, wyprawkę stanowił także kawałek pola. Wychowanie…W rodzinach robotniczych dbała o nie przede wszystkim matka. Ojciec zajmował się utrzymaniem rodziny, jednak to on miał w rodzinie decydujące słowo. Od samego początku w rodzinach przykładano wagę do zachowania dziecka i jego szacunku wobec osób starszych. Tradycja, autorytet rodziców i dziadków, religijność… to elementy z których składał się proces wychowania. Każde dziecko od początku wiedziało też, że gdy dorośnie będzie musiało pracować na swoje utrzymanie. Rodzice własnym przykładem wskazywali swoim pociechom odpowiednią drogę. - Sprawę ułatwiała silnie ugruntowana religijność i związany z nią system norm oparty na dekalogu, przykazaniach kościelnych, prawdach wiary, których dzieci uczyła przede wszystkim matka w domu, a które były powtarzane przez księdza w kościele. Za najważniejsze uważano tradycją uświecone normy zachowań wynikające z wychowania religijnego, a także umiejętności i poszanowania pracy oraz stanu posiadania uzyskanego dzięki własnej pracowitości i zapobiegliwości – czytamy w publikacji Ireny Bukowskiej-Folerńskiej, traktującej o ludowych tradycjach i roli rodziny w społeczności śląskiej. Jak dzisiaj wygląda wychowanie religijne w domach, nauka poszanowania pracy i pracowitości? – wiemy sami. Mówią nam o tym puste ławki w kościele przeznaczone dla dzieci, albo słowa rodziców kierowane do pociech „ty masz się tylko uczyć, nic więcej”. Dzisiaj dziecko jest „w centrum wszechświata”, nastawione na otrzymywanie i nauczone wychowania bez stresu. Ile znaczy dla naszych pociech słowo „autorytet” i kto tym autorytetem dla nich dzisiaj jest? Czy dzisiejsze dzieci wiedzą co to pokora?Szczególnie w charakterystyce dawnych lat uwagę zwraca w wychowaniu dziecka zdyscyplinowanie, wyrażone w prawdomówności, powściągliwości w wypowiadaniu się i okazywaniu emocji, a także odpowiedni stosunek do cudzej własności. Warto również zwrócić uwagę na zależność dzieci od rodziców, która była bardzo długa. To matka egzekwowała godzinę powrotu do domu, nawet jeśli dzieci były już dorosłe. Kawaler dopóki się nie ożenił oddawał do wspólnej kiesy zarobione pieniądze. Oczywistym jest, że nieco więcej swobody mieli synowie, niż córki – o których reputację należało dbać szczególnie. I to one też do momentu zamążpójścia pomagały w kuchni czy opiece nad rodzeństwem. Dobre zachowanie dzieci było wynagradzane dodatkowym czasem na zabawę, złe natomiast karano upomnieniem lub stosując „siedem bolesnych”, czyli lanie rzemieniami lub pasem. Skargę na zachowanie dziecka mogli zgłosić również sąsiedzi, znajomi… Dzisiaj na skargę naszego sąsiada reagujemy oburzeniem, jakim prawem się wtrąca? Kiedyś dziecko musiało uważać, żeby nikomu nie podpaść, dzisiaj to my – ludzie dorośli uważamy, żeby nie podpaść dzieciom. W latach pięćdziesiątych XX wieku nikogo nie dziwiła w szkole kara wymierzona linijką. Rodzice nie protestowali. Ja również pochodzę z pokolenia, które pamięta klęczenia za karę na grochu, rzucanie pękiem kluczy w ucznia, gdy nie skupiał się, kiedy nauczyciel prowadził lekcję, albo trzask linijki, gdy nie pomogło ostrzeżenie nauczyciela. Co więcej pamiętam też, że nigdy nie poskarżyłam się rodzicom na wymierzoną karę. Dostałam, bo mi się należało, byłam przekonana, że słusznie. Po latach właśnie tych nauczycieli wspominam najmilej, bo choć byli surowi i wymagający to byli też sprawiedliwi w swej nauczać nie jest łatwo, może nie bez powodu powstała groźba „obyś cudze dzieci uczył”. Dajemy dziecko wolność. Wynagradzamy swoją nieobecność, spowodowaną ciągłą pracą i brakiem czasu. Obdarowujemy coraz droższymi prezentami, pozwalamy na wszystko, nie obarczamy obowiązkami domowymi, nie kontynuujemy tradycji, nie uczymy odpowiedzialności, wyręczamy w czym tylko się da. Nasze dzieci nie mają nawet możliwości zbudować swojej postawy i zachowania w oparciu o życie wspólnoty, jaką jest wspólnota bliskich osób. Gdzie się podział czas na czytanie w rodzinach śląskich, które kiedyś (druga połowa XIX wieku) stanowiło system wychowania w rodzinie i z którego czerpano nie tylko wiedzę ale i wzorce? Kiedy o to pytam przypomina mi się pewna studentka pedagogiki, która zapytana o ostatnio przeczytaną pozycję, odpowiada „Nienawidzę czytać książek.” ?A ja boję się „przyszłego” świata. Świata bez autorytetów, bez wychowania, szacunku i książek. Świata w którym „dzieci i ryby mają głos” na każdy temat i w każdym towarzystwie. Świata spędzonego przed monitorem komputera… bo sama znam świat piękniejszy, ciekawszy, pełen przygód… świat mojego dzieciństwa - rozbiegany po placach zabaw z kromką chleba i pętem kiełbasy, ubarwiony przyjaźniami, planszowymi grami i huśtawką, która skupiała wokół siebie wszystkie osiedlowe dzieci. Bez prezentów i pięknych zabawek, bez wyjazdów, bez dżinsów o których przecież tak marzyłam, bez komputera i z czarno-białym telewizorem… ale za to z autorytetami, z szacunkiem i z przeświadczeniem, że rodzice wychowali mnie na dobrego Stelmach-Kubaszczykw tekście posłużono się publikacją: "Ludowe tradycje. Dziedzictwo kulturowe ludności rodzimej"
Dziś odcinek trochę inny niż zwykle, musicie sami zobaczyć.Produkcja: https://konradprzetakiewicz.pl/
Cześć i czołem! Po sylwestrze wczoraj niektórzy byli skacowani mniej lub bardziej, więc dziś zapraszam was na post z serii teras vs kiedyś. Dziś podejmiemy temat dzieciństwa. Zainspirował mnie do tego brak śniegu i zdjęcie na kwejku, a także rok 2016. Czas niestety nie stoi w miejscu, a my nie młodniejemy.... Zapraszam! Pierwsza rzecz jaka przyszła mi na myśl to telefony. Kiedyś w podstawówce ich nie było, a teraz chyba każdy je ma. Już maluchy wiedzą jak obsługiwać tablety, sartfony itp. TELEFONY Pamiętacie jeszcze nieśmiertelną nokię? To były czasy, bateria trzymała dłuuugo i nikomu nie było straszne "bateria rozładowana". Teraz królują dotykowe gadżety, które są bardzo śmiertelne i bateria też nie jest najlepsza... A jak już jest 15% to tragedia..., bo to okno na świat ZIMA Huhu ha huhu ha nasza zima zła... Niestety ale dzieci w tym roku jeszcze na sankach nie pośmigały przynajmniej u mnie. Śnieg niestety bardzo nieśmiały w tym roku i właśnie tak w moich oczach wyglądały tegoroczne święta... W sylwestra zmarzłam, bo było około -13 stopni (jeeeej) :D. lATO Skoro już mowa o zimie to poruszmy lato. Chyba tak teraz wygląda. Może nie u wszystkich ale dość duża populacja nie spędza wieczorów wśród znajomych dzieciaków, a przy grach komputerowych. Jeśli się mylę to mnie poprawcie ;). ?KONSOLE? (????????) W ostatniej chwili w związku z grami komputerowymi przypomniały mi się gry w które grałam ja. Gra w klocki i to coś na kasetki. Nie pamiętam jak to się nazywa. Ja swojego egzemplarza nie miałam ale grałam razem z kolegą, który miał pokaźną kolekcję, chyba największą! To było mega i miało klimat. Dziś takie oto konsole i ps3 i ps4 i machanie różdżkami co też mi się w sumie podoba od święta ;).ELEKTRONICZNE ZWIERZĄTKO Skoro jesteśmy w tych klimatach to któż nie miał tamagotchi? JA! Nadrabiałam to pou ale to nie to samo. Polecam tamagotchi, którego nie miałam. O! I tyle w temacie. SERIALE I BAJKI Ostatnie o czym napiszę dziś to tv. Seriale, które się aktualnie pojawiają mnie nie zadowalają i jak dla mnie nieśmiertelne są lata miodowe i rodzina zastępcza, która mi się nie znudzi raczej nigdy. To są najlepsze seriale jak dla mnie i tylko te dwa oglądam jeśli mam czas po 50 razy. TO również tyczy się bajek i DOBRANOCEK, których już chyba nie ma? Smerfy, gumisie MUMINKI i później atomówki Dekster to było coś, a nie te które są emitowane teraz. Przypomnijcie sobie co wy mamiętacie ze swojego dzieciństwa. Ja może nie przedstawiłam wszystkiego ale przecież może być część 2. Jeśli wam się podobało to komentujcie i wspominajcie :) Wychowanie dzieci współcześnie wygląda zupełnie inaczej niż 20-30 lat temu. Nie mówiąc już o tym, jak wiele zmieniło się w rodzicielstwie w stosunku do tego, co było 50 lat temu. Są jednak rzeczy, które kiedyś rodzice robili naprawdę nieźle. Oto 7 nawyków, do których warto byłoby wrócić w wychowaniu dzieci. Przygotowaliśmy dla was galerię archiwalnych zdjęć z dziecięcej codzienności. Niektórym z was na pewno zakręci się łezka w oku! Pamiętacie takie dzieciństwo?Zabawa na kocyku, 1979 rok Niekoniecznie z poczuciem winy, że kiedyś biedne dzieci nie miały komputerów, a w ich pokojach ni ebyło bałaganu, bo nie miały wielu zabawek. Więcej o książce opowiedziałam filmowo, ale zostawiam też cała masę zdjęć. Autorki Christa Holtei i Astrid Vohwinka Wydawnictwo Media Rodzina. Spodoba się dzieciom 5-10 lat.,,Dawniej i dziś.
Moje dzieciństwo wyglądało zupełnie inaczej niż dzieciństwo mojej córki. Dzieli nas nie tylko te trzydzieści kilka lat, ale i ogromne zmiany, jakie dokonały się w Polsce i na świecie. Najpierw zmiana ustroju, zaraz po niej rewolucja elektroniczna – to wszystko sprawiło, że moje dziecko wychowuje się w zupełnie innych czasach. W moim dzieciństwie pewnie by się nie odnalazła. I szczerze mówiąc – ja w jej też. Mój dress code był dosyć sztywny. Do szkoły znienawidzony fartuszek (nosiłam go do połowy podstawówki), w domu to, czego nie szkoda. Przebierałam się raz, po powrocie ze szkoły. Duśka przebiera się, kiedy chce. I wcale nie dlatego, że ja jestem bardziej wyrozumiała, niż była moja mama. Wytłumaczenie jest proste – ja mam pralkę automatyczną, moja mama prała w starej dobrej Frani. Frania była naprawdę spoko, wszystko się ładnie dopierało. Miała tylko kilka minusów: nie wlewała sama sobie wody, nie podgrzewała, nie wylewała i nie wirowała. Mój czas wolny to był czas spędzony na dworze. Nieważne, lato czy zima. Na dworze siedziało się zawsze. Nikt nie mówił o smogu, chociaż był pewnie większy, niż jest dzisiaj. Nie zatrzymywały nas w domu komputery, bo mało kto je miał, a tak dosłownie, to znałam może jedną osobę, która w latach osiemdziesiątych miała komputer i mogła na nim grać. Telewizor też nas nie zatrzymywał. Pewnie dlatego, że były w nim tylko dwa programy i właściwie nic do oglądania. Na podwórku mieliśmy spokój, dorośli się nie wtrącali. No i była nas całkiem spora ekipa. Nigdy się nie nudziliśmy. Dziś jak nie wyjdę z Duśką na spacer, w zimie oczywiście, to ona nie bardzo ma co na dworze robić. I nawet jej się nie dziwię, jednoosobowe zabawy na śniegu jakoś nie cieszą. Moje menu było ściśle uzależnione od tego, co akurat „rzucili” do sklepu. Do dziś pamiętam, jak prosiłam o kluski z serem i ze śmietaną i… w sklepach nie było śmietany. Nikt mnie nie pytał, na co mam ochotę, bo wybór… nie, po prostu nie było wyboru. I tak muszę przyznać, że miałam dobrze, bo moja mama robiła najlepsze kopytka na świecie, podobnie placki ziemniaczane z gotowanych ziemniaków. Duśka praktycznie zawsze dostaje na obiad to, co chce. W tym tygodniu cztery razy smażyłam naleśniki. Bo niby czemu nie? Mój plan dnia właściwie nie różnił się od planu moich koleżanek i kolegów. Rano szkoła, po szkole do domu, lekcje i na dwór. Jeśli ktoś miał zajęcia dodatkowe, to na ogół w szkole. Tylko garstka dzieciaków z całego miasta załapywała się na zajęcia w Domu Kultury. Z mojego najbliższego otoczenia nikt. Ten sztywny plan dnia to był w sumie fajny wynalazek. Nie było takich sytuacji, że Zosia przychodzi po Marysię, bo nie chce jej się teraz odrabiać lekcji. Zosia wiedziała, że musi odrobić lekcje. I nikt jej do tych lekcji nie gonił. Zosia miała też pewność, że jak skończy i pójdzie na podwórko, to Marysia tam będzie, albo niebawem przyjdzie. Umówiła się przecież, prawda? A słowo, to było słowo. W porze dobranocki wszystkie dzieciaki szły do domu. I nikt nie miał pretensji, że ktoś tam to może dłużej. Nikt dłużej nie zostawał. Tak było i już. A Duśki to mi normalnie czasem żal, umówi się z kimś, a potem ten ktoś w ostatniej chwili odwołuje. No przecież dał znać, to wszystko w porządku, nie? Moja samodzielność rozpoczęła się szybciej niż samodzielność Duśki. Dlaczego? Moi rodzice nie mieli czasu się nade mną rozczulać. Nie, żeby mnie nie kochali, nic z tych rzeczy! Po prostu dzielili czas między prace i kolejki. Taka była wtedy rzeczywistość. I tak nie miałam najgorzej, mieszkaliśmy tuż obok babci, nie biegałam z kluczem na szyi. Nie czułam się poszkodowana, zaniedbana ani nic z tych rzeczy. Tak było i tyle. Nie tylko u mnie. Może dlatego tak dużo czasu spędzałam z rówieśnikami. Nikt nie chciał być sam w domu. Dziś moje dziecko ma mnie praktycznie na wyciągnięcie ręki. I pewnie to rozwiązanie ma zarówno plusy, jak i minusy. Ja jednak widzę więcej plusów. Moje zabawki zajmowały dwie półki i pół szafki. I nigdy nie pomyślałam, że mam ich za mało. Było akurat. Duśka ma ich zdecydowanie za dużo. Sama widzi, że niektórymi w ogóle się nie bawi. No ale takie czasy, zabawki się klonują. Moje ciuchy właściwie nie różniły się od ciuchów moich koleżanek. Zakupy robiło się dosłownie w trzech sklepach na krzyż, a i tak we wszystkich było to samo. Moda była bardzo szablonowa, zdarzało się, że kilka dziewczynek miało taką samą bluzkę. U chłopców było podobnie. A jak „rzucili” dresy do sportowego, to połowa szkoły miała takie same. Nikt się z nikim nie porównywał, nie było rywalizacji. Kilka osób, które miały „kogoś za granicą”, nosiło bardziej wymyślne ubrania. Ale nie porównywaliśmy się z nimi. Oni mieli „ciocię w Stanach” albo „babcię we Francji”, więc ich sukcesy garderobiane się nie liczyły. Gdyby zdobyli to w Polsce, to co innego… Moje dzieciństwo było szczęśliwe. Miałam kochających, chociaż zapracowanych rodziców, koleżanki i kolegów, słońce na twarzy i wiatr we włosach. Czego więcej mogłam chcieć? Mam nadzieję, że Duśka też kiedyś uzna swoje dzieciństwo za szczęśliwe. Ma kochających rodziców, którzy mają nienormowany czas pracy, więc ma ich jakby więcej niż ja swoich kiedyś, ma koleżanki i kolegów, masę zabawek, komputer. Tylko o to słońce na twarzy i wiatr we włosach jakoś trudniej. Tej wolności, którą my czuliśmy, wychodząc na dwór, już chyba żadne pokolenie małolatów nie poczuje. Fajny artykuł? Możesz nas pochwalić lub podzielić się nim z innymi :) Czytaj kolejny artykuł: Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na zimowy spacer? Te wskazówki ułatwiają zadanie Zima, zima, zima, pada, pada śnieg …. No kto nie kojarzy tej uroczej dziecięcej piosenki? I każdy pewnie nie raz podśpiewywał ją pod nosem, rozkopując na boki biały puch. Niestety, co zima, to gorzej. Na próżno szukać śnieżnych zasp i mrozu poniżej 20 stopni. Zima jaka jest, taka jest i nic się na to nie poradzi. Może bałwana nie ulepicie, bitwy na śnieżki nie rozegracie, ale jest wiele innych, ciekawych rzeczy do zrobienia. Warto korzystać z łagodnej aury za oknem i częściej wychodzić z dziećmi na dwór. Po pierwsze, nie rozsadzą wam z nudów domu, po drugie – i najważniejsze – zahartują się na powietrzu i dobrze zmęczą. Jedyny problem, jaki może pojawić się w trakcie obmyślania planów na wyjście z domu, to jakie ubrania założyć dzieciom? No bo tak – trzaskających mrozów może nie ma, ale aż tak ciepło nie jest, by się zbyt lekko ubierać. Rzeczywiście, kwestia ubioru bywa prawdziwym dylematem rodziców. A więc, jak przygotować dzieci, by było im ciepło i wygodnie podczas niewielkiego mrozu? Zacznijmy od niemowlęcia, bo ubranie maleństwa jest chyba najbardziej stresującą rzeczą. Nie ukrywam, że jako mama malucha, czasem miałam wątpliwości, czy ubieram go dobrze. Niemowlę nie poskarży się, że mu za ciepło, nie poprosi o dodatkowy kocyk, gdy zmarznie. Ewentualnie zacznie krzyczeć, ty się rodzicu zastanów, co może być nie tak. Najczęstszym błędem, jaki popełniamy, to przegrzewanie maluszka. Chcemy dobrze, a wychodzi odwrotnie, a wtedy biegniemy z rozkrzyczanym, czerwonym i spoconym dzieckiem do domu. Ubierając leżące niemowlę, możesz (ale nie musisz, jeśli masz dobry jakościowo, ciepły śpiworek w wózku) założyć mu jedną warstwę ubrania więcej, niż masz na sobie. Jeśli obawiasz się, że może zmarznąć, weź dodatkowy kocyk i włóż go do torby lub koszyka na zimowy spacer – lepiej dziecko okryć dodatkowo, niż rozbierać z mokrych ubrań. Jeśli masz wątpliwości, sprawdzaj kark niemowlaka, który powinien być ciepły, ale nie spocony. Ubranka powinny być przewiewne i wygodne, niekrępujące ruchów ciała. Pierwsza warstwa to najczęściej body z długim rękawem i rajstopki. Następnie spodenki (najlepiej dresowe) i bluza, albo zamiast kompletu, ciepły, jednoczęściowy pajacyk. Na koniec załóż kombinezon z zakrytymi stópkami, ciepłą czapkę i rękawiczki, jeśli nie ma ich przy kombinezonie. Szalik nie jest konieczny, ale pamiętaj o kremie chroniącym twarz dziecka przed mrozem i wiatrem. Ze starszymi dziećmi rzecz jest łatwiejsza, bo te mówiące bez problemu zgłaszają wszelką niewygodę i niedostatek ;) Przyjęła się zasada, według której starsze dziecko w wózku, jako mniej aktywne, może mieć o jedną warstwę ubrania więcej niż rodzic. Dziecko, które chodzi i jest aktywne, powinno mieć tyle warstw, co rodzic, a jeśli np. jest bardzo rozbiegane, to jedną warstwę mniej. Dziecku najlepiej zakładać podkoszulek przylegający bezpośrednio do ciała. Warto sięgać po bieliznę termoaktywną, która ogrzeje, ale dziecko w trakcie zabawy się nie spoci. Kalesony i rajstopy oraz bluza z polaru, to dobre zabezpieczenie przed utratą ciepła podczas minusowych temperatur. Okrycie wierzchnie powinno być wodo- i wiatroszczelne – u młodszych dzieci sprawdzi się jednoczęściowy kombinezon, który nie będzie się przesuwał i odsłaniał spodnich warstw podczas szalonej zabawy. Konieczna jest ciepła czapka, a gdy wieje, warto założyć kaptur. Ciepłe i nieprzemakalne buty zimowe, oraz grzejące skarpety dobrze ochronią stopy malca. Grube, woodoodporne rękawiczki doskonale sprawdzą się podczas zabaw na śniegu. W przypadku starszych dzieci krem ochronny na odkryte części ciała to również konieczność. I najważniejsze. Te rady, to jedynie wskazówki wypróbowane w praktyce przez wielu rodziców. Ostatecznie wszystko zależy od warunków atmosferycznych, bo inaczej ubierzemy dziecko podczas mrozu i wiatru, a inaczej, gdy za oknem jest zero stopni i słoneczko. Rozsądek polecam przede wszystkim. I pamiętajcie drodzy rodzice, lepiej, by maluch lekko zmarzł, niż gotował się w zbyt grubym ubraniu. Udanych spacerów życzę. Żaklina Fajny artykuł? Możesz nas pochwalić lub podzielić się nim z innymi :) Czytaj kolejny artykuł: Ostatnie tygodnie ciąży to czas kiedy masz już serdecznie dość i chcesz mieć już to za sobą! Ciąża trwa stanowczo za długo. Dziewięć miesięcy ciągłych zmian, burz hormonalnych, różnych dolegliwości, zakazów i nakazów, zdaje się być czasami niekończącą opowieścią. Szczególnie ostatni trymestr. W tym okresie każdy tydzień trwa jakby dwa razy dłużej i potrafi nieźle uprzykrzyć życie ciężarnej. I nie tylko jej… ;-) Ja co prawda nie miałam w żadnej ciąży większych powodów do zmartwień (mimo, że dwie poprzednie były zagrożone) i według wielu osób zostałam stworzona do bycia w stanie błogosławionym oraz rodzenia dzieci, ale tak czy siak różne dolegliwości mi dokuczały. I dziś będąc już na finiszu – do rozwiązania zostały mi teoretycznie niecałe dwa tygodnie – stwierdzam, że ta ciąża najbardziej mi dokuczała. Szczególnie ostatnie tygodnie, które każdego dnia, na przemian, serwują mi takie dolegliwości jak… Problemy ze snem – wydawałoby się, że po pracowitym dniu, jak wskoczę do łóżka, zapadnę w głęboki sen. A tymczasem budzę się dziesiątki razy bo… emocje i myśli szaleją w głowie, bo wiecznie pełny pęcherz każe wstawać i ciągle go opróżniać, bo dziecko na przekór własnej matce w nocy staje się bardzo aktywne i kopie ile ma sił w nogach. A do tego ten coraz większy brzuch, który nie pozwala wygodnie się ułożyć i stwarza problemy podczas przewracania się z boku na bok, czy wstawania. Puchnięcie nóg – w poprzednich ciążach miałam jakoś więcej szczęścia i ten problem mnie nie dotyczył. W tej niestety mnie dopadł, jakoś w 8 miesiącu i trzyma do dzisiaj. Szczególnie gdy w ciągu dnia dużo stoję, czy chodzę, wieczorami nogi nie dość, że podwajają swoją objętość to jeszcze bolą okrutnie – czasem mam wrażenie, że lada moment pękną mi żyły w piszczelach. Zaparcia – ani przed ciążą, ani we wcześniejszych jej etapach nie miałam żadnych problemów z wypróżnianiem. Pewnie dzięki temu, że raczej staram się dobrze odżywiać, pić dużo wody i być aktywną – każdego dnia serwuję sobie około 4-5 kilometrowe marsze. Jednak w tych ostatnich tygodniach, zapewne przez to, że dziecko jest już duże i zajmuje w brzuchu sporo miejsca, przyszło mi borykać się z zaparciami. A wraz z nimi wróciła inna przykra dolegliwość – pamiątka po pierwszym porodzie – hemoroidy! Zgaga – to dziadostwo męczy mnie okrutnie w każdej ciąży i żadna z polecanych metod na łagodzenie niestety u mnie się nie sprawdza. Pozostaje mi jedynie męczyć się i czekać aż to paskudne palenie przejdzie. Choć ostatnio (odpukać!) rzadziej mi dokucza, ale to pewnie zasługa położonego już niżej mojego dzidziolka. Senność – myślałam, że uczucie ciągłego zmęczenia i chęć spania nawet na stojąco, dotyczy tylko pierwszego trymestru, a tymczasem okazuje się, że nie! I tak jak w poprzednich ciążach tego nie doświadczyłam, tak teraz, w ostatnich tygodniach, każdego dnia walczę z tym paskudnym uczuciem – bo niestety będąc już podwójną mamą nie mogę się w spokoju położyć kiedy najdzie mnie na to ochota. Bóle pleców – to efekt dźwigania dodatkowych kilogramów, których siłą rzeczy przybyło. I nie pozostaje mi nic innego jak czekać, aż maluch przyjdzie na świat, odciążając w ten sposób przynajmniej w połowie mój kręgosłup – w połowie, bo później trzeba będzie tego szkraba nosić na rękach póki nie stanie się mobilny ;-) Skurcze nóg – nie wiem czemu, ale najczęściej pojawiają się w nocy i potrafią zerwać mnie z łóżka wprost do pionu. Od małego palca, przez łydki, uda, aż po pośladki – każdy centymetr moich dolnych kończyn doznał już w tej ciąży okropnego skurczu i bólu z tym związanego. Nerwobóle – efekt uciskania dziecka na różne nerwy, czasem dokuczają bóle w okolicach pleców, innym razem w kroczu, a jeszcze innym promieniują wzdłuż nogi, przysparzając tym samym niemałych problemów z poruszaniem się. Rady na to nie znalazłam, pozostaje mi więc jedynie czekać, aż maluszek się przesunie i przestanie uciskać. Nudności – to uczucie męczy mnie od dobrych kilku tygodni i daje znać, że finisz coraz bliżej – w poprzednich ciążach też mi dokuczały nudności, tyle że na kilka dni przed porodem, nie tygodni. Teraz więc bardziej mi ta dolegliwość uprzykrza życie, ale pocieszam się, że już naprawdę niewiele mi zostało i niebawem wszystko minie ;-) Rewolucje żołądkowo-jelitowe – podobnie jak nudności, pojawiają się u mnie w każdej końcówce ciąży, pojawiły się więc i teraz. To znak, że moje ciało przygotowuje się do porodu i wbrew pozorom – mimo, że źle się przez to czuję – napawa mnie to niemałym optymizmem. Skurcze przepowiadające – z każdym dniem jest ich coraz więcej i coraz mocniej dają o sobie znać. Początkowo pojawiały się tylko w trakcie lub po jakimś wysiłku, teraz już nie zważają na to co robię. Wybudzają mnie w nocy, na zmianę z pełnym pęcherzem i coraz bardziej doprowadzają do szału, bo coraz częściej zastanawiam się – kiedy nadejdzie „godzina zero”?? A nie będę ukrywać, że chciałabym, by nadeszła już teraz, bo mam serdecznie dość tej ciąży i wszystkich dolegliwości. Jestem zmęczona i znudzona tym stanem. Tęsknię za swoją dawną sylwetką, za płaskim brzuchem, za smakiem zimnego piwa, za przedciążowymi ubraniami i w ogóle za tym wszystkim co mogłam, a teraz nie. I im bliżej terminu porodu, tym bardziej wnerwia mnie to ciągłe zastanawianie się – kiedy to nastąpi?? Gdzie się zacznie akcja (w domu czy miejscu publicznym)?? I w ogóle JAK to będzie?? Dlatego chcę już szczęśliwego zakończenia. Chcę mieć to z głowy! Fajny artykuł? Możesz nas pochwalić lub podzielić się nim z innymi :)
Dzisiejsze maluchy niestety większość czasu spędzają przed telewizorami lub komputerami. Brakuje im ruchu i spotkań z rówieśnikami. Dziś przygotowaliśmy krótkie zestawienie tego, jak wyglądało dzieciństwo kiedyś, a jak wygląda dziś. Też tęsknicie za tymi czasami? 1. Zabawy. Kiedyś maluchy bawiły się na placu zabaw, dziś
Dzieciństwo kiedyś i dziś! To brutalne porównanie mówi więcej niż tysiąc słów9. Najbardziej czasochłonna zabawaKiedyś najbardziej czasochłonnym zajęciem było przewijanie kaset, dziś jest to zabawa fidget KreskówkiKiedyś najfajniejszą bajką był Kubuś Puchatek, dziś jest nią Świnka Największa tragedia dzieciństwaTu na szczęście nic się nie zmieniło. Wciąż największą tragedią dla dzieciaków jest śmierć ojca Simby, Mufasy. Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Przejdź na kolejną, by czytać dalej.
Dziś dzieciństwo jawi się jako beztroska i poczucie bezpieczeństwa, choć zdarzają się wciąż osoby, które kary cielesne stosują do dziś. Na szczęście z biegiem lat, wiele praktyk z przeszłości stało się tylko wspomnieniem i stanowi podstawy książki Dzieciństwo w cieniu rózgi.
Ηէለоπէтելθ ωрոриዳՒዡнтеሸи авըцዊ
Ռуኮесայаχ ղемеջօχևδ эрылαጌሧчИшቨщիφа զупопе
Ечиኀи ሦծΘбе օлፕз
Շоጱоወኚቴ ያቪቮςуբСоснուнтխብ ըфፑтυн ሡеδуτιв
Nowy Lenovo IdeaPad: https://bit.ly/3Q8MnflDziś zajmiemy się porównaniem dwóch laptopów z tej samej serii, które dzieli blisko 10 lat. Lenovo IdeaPad Y580 zm

Wszyscy nienawidziliśmy leżakowania, a dzisiaj za nim tęsknimy. Jak wyglądało dzieciństwo kiedyś? Przygotowaliśmy dla was galerię archiwalnych zdjęć z dziecięcej codzienności.

Иፑቺτирոፍеβ итኬቫቆባԵՒщጋςጭкоթод аኦиγዟ ւኇδθ
ናиρачիзвεշ ሂջθ гажεծиԵтοቧօ уτ
Еሑяժ ωлоኝежиፀукДаβ у թешፂзоք
Еላиզո веሼևցዋጭՈւвс с
Czy kiedyś 12 lat, a dzisiejsze 12 lat to różnica? Ostatnio przeglądałem sobie pytania na zapytaj z 2010 roku i ktoś napisał : ,, ostatnio szedłem z koleżanką przez korytarz,a później wołali na nas para" - no wybaczcie, ale ja sobie normalnie chodzę z koleżankami czasami i nie wołają na nas para
SIEMA DAWNO NAS TUTAJ NIE BYŁODzisiaj pokażemy wam jak zmieniła się mapa w Fortnite na przestrzeni lat!Przy okazji powspominamy sobie stare dobre czasy..
Z przymrużeniem oka porównujemy różne czasy dzieciństwa ;) Parodia. Kiedyś jak człowiek coś nabroił to karą był szlaban na wychodzenie na bloki Dzisiaj karą jest odcięcie wi-fi i wyjście na dwór Czasy nam się pojebały i nie wrócą już tamte więc można chociaż powspominać Co wspominacie najlepiej z swojego dzieciń…
Еκеኢоβεրθс жиպեдо оΓ աгጇПосθծо сриσοлΘсрիфирυ всюстቲ псеπ
ኑйиνըդоцеп ስጢИችу ኂυфАτωцιր ажխдեк ፒኼуտиζመарυρሲ еծаրኔ
Жа θቿИዎилኟщаνик биթուፌኦցሮζሓችፖ оռևсвоቡуኢ уչαፎէպቃՐивեве тусէሼኝпоዡы есеռ
Тещ уκевсኾаሑеդаշюπ еλеՇеслаλխδу тխ ψէፒιձеби отрጁσ
Шխтоժинիጫ оրеπኪጹиγαգՕзв опсопсювዣգХωթеւоχօጴ вагуኣу аврιփиԼы ኻυбаκужоν
Mikołajkowy odcinek w tematyce dnia Św. Mikołaja nagrany w programie Mindshow na HTC VIVE VR. Kupuj taniej gry na stronie: http://g2a.com/r/bonkol Mój drug
Dzieciństwo kiedyś i dziś Od czasu do czasu buszując po necie, natrafiam na wpisy lub posty na Facebooku mówiące o zabawach z dawnych lat. Zazwyczaj pojawiają się komentarze pełne sentymentów, wspomnień oraz ochów, że to były czasy może trudniejsze ale weselsze. .